JERZY WIERZBICKI

Dokument

27.09.2008 / Jerzy Wierzbicki w rozmowie z Modernphoto:

 

 


 

 

 

MP: Obecnie zajmujesz się dokumentowaniem przemian w świecie Islamu. Skąd zainteresowanie taką tematyką?

JW: Od 1999 roku regularnie z różnych powodów przebywałem na Bliskim Wschodzie lub w Afryce północnej. Stykałem się przez te 9 lat z ludźmi o zupełnie innej kulturze, mentalności, wyznających często skrajnie inne wartości od moich. To było i wciąż jest szczególnie inspirujące. Mam nadzieję drążyć problem dalej.

 

 

 

 

 

 

MP:  Carrtier-Bresson twierdził że świat wokół nas jest tajemniczy i niezrozumiały i fotograf powinien stawiać sobie za celu udokumentowanie tej tajemnicy, a może w odróżnieniu od tej opinii powinien starać się go uporządkować?

JW: Ja raczej odwołuję się do koncepcji „ocalenia przed zapomnieniem”. Świat unifikuje się dziś szybko. Bardzo szybko. To jest proces zabójczy dla „małych kultur” czy niewielkich społeczności. Wszystko i wszędzie zaczyna wyglądać tak samo. Fotografia pozwala przetrwać jakiemuś wycinkowi tego co znika. Pięknie o tym pisał i mówił Koudelka.

 

 

 

 

 

 

MP: Zdjęcia z Gdańska i Śląska są czarno-białe. Seria nad którą obecnie pracujesz jest kolorowa. Czym podyktowana jest ta zmiana?

JW: Zmiana ta jest podyktowana kilkoma przyczynami. Najważniejsza z nich to fakt potrzeby eksplorowania kolejnych obszarów fotografii, choćby tak z pozoru banalnych jak świadome korzystanie z koloru. Innym powodem, bardziej prozaicznym jest fakt, że mieszkając w Omanie nie mam dostępu do ciemni, wiec w pewnym sensie jestem „skazany” na kolor.

 

 

 

 

 

 

MP: Jak wypracować indywidualny i niepowtarzalny styl swoich prac i w czym tkwi, Twoim zdaniem tajemnica dobrego zdjęcia?

JW: Nie wiem jak wypracować indywidualny i niepowtarzalny styl. Ja chyba jeszcze go nie wypracowałem. Myślę, że to dziś przestaje mieć jakieś większe znaczenie. W czasach cyber fotografii głównie obserwuje się powielanie i przetwarzanie różnych stylów. Obróbka w Photoshopie czy innych graficznych programach komputerowych ma niewiele wspólnego z oryginalnością i niepowtarzalnością stylu.

 

 

 

 

 

 

MP: Zaintrygowała nas jedna z fotografii z cyklu: Islam Coutries - Shiites after Rammadan. KARBALA IRAQ 2003€. Zdjęcie przedstawia chłopca z nożem i papierosem w ustach, pochylonego nad ciałem zwierzęcia. Możesz nam opowiedzieć coś więcej o historii tej fotografii?

JW: Był pierwszy dzień po Ramadanie roku 2003. Szyiccy pielgrzymi z Iranu odwiedzali święte irackie miasto – Karbala. W pewnym momencie zauważyłem zgromadzenie, ale panowała dziwna cisza. Grupa ludzi w skupieniu wsłuchiwała się w recytowany Koran. Podszedłem bliżej i zacząłem dyskretnie fotografować. Nie protestowali. Później zobaczyłem tego chłopca z papierosem w ustach jak razem z ojcem czeka na moment rzezania barana. To było coś w rodzaju jego inicjacji. Ojciec po chwili zaznaczył czoło chłopca krwią zwierzęcia. Wszyscy stali w skupieniu, kilka kobiet modliło się szeptem. Moja obecność im nie przeszkadzała, choć starałem się być możliwie najmniej widoczny. Fotografowałem tych ludzi przez góra 10 minut. Powstało zaledwie kilkanaście klatek.

 

 

 

 

 

 

MP: We wszystkich Twoich cyklach widać jakiś wspólny mianownik; 'zainteresowanie obrzeżem', tym co trochę wykluczone, miejscami trochę zapomnianymi czy zaniedbanymi, ludźmi żyjącymi często w bardzo trudnych warunkach. Co powoduje, że takie tematy przyciągają Cię najbardziej jako fotografa?

JW: Na „obrzeżach” świat jest najbardziej prawdziwy. Nie zmienia się też tak szybko pod dyktando kultury masowej. Na „obrzeżach” najdłużej przeżywają dawne tradycje, zwyczaje czy zasady. Świat „obrzeży” jest też bardzo wizualny. Tam najrzadziej powstają jakiekolwiek fotografie. To wszystko powoduje, że właśnie tam najczęściej pojawiam się z aparatem.

 

 

 

 

 

 

MP: Portretowane przez ciebie postaci nierzadko pochodzą z marginesu społecznego, czy trudno było znaleźć 'wspólny język' i swobodę w ich fotografowaniu? Bo z pewnością nieufni i nie oswojeni z takim zainteresowaniem ludzie, których życie udokumentowałeś, raczej nie reagują entuzjastycznie na widok człowieka z aparatem.

JW: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie. Ja swoje cykle o Gdańsku czy Śląsku robiłem bardzo długo i powoli. Miałem czas. Niektórzy już przywykli do tego, że regularnie na ich ulicy pojawia się jakiś gość z aparatem. Z czasem poznałem wielu, którzy zaakceptowali to co robię. To pomagało w robieniu zdjęć. Zawsze też z szacunkiem odnosiłem się do każdego spotkanego człowieka. To żelazna zasada mojej pracy. W albumie o Gdańsku jest fotografia rybaków oglądających w telewizji „Potop” robiłem im zdjęcia przez długi czas. Praktycznie nie reagowali ani na mnie ani na trzask migawki. Prawdziwe wyzwanie dopiero przede mną. Dogadanie się z omańskimi Beduinami, to dopiero karkołomne zadanie!

 

 

 

 

 

 

MP: Z wykształcenia jesteś archeologiem i brałeś udział w kilku misjach archeologicznych na Bliskim Wschodzie, jak bardzo te doświadczenia wpłynęły na Ciebie jako fotografa?

JW: Na archeologię poszedłem, bo …chciałem być fotografem. Gdzieś podskórnie czułem, że aby dobrze w fotografować musze poznać zasady czy procesy, jakie zachodzą w kulturze. Fotografii w sensie technicznym można nauczyć się samemu. Archeologia dała mi jednak pewną wiedzę o rozwoju kultury i jej przemianach, która zapewne w niemały sposób determinuje mój sposób postrzegania świata i fotografowania. Archeologia na Bliskim Wschodzie też pokazuje jak mocno współczesna kultura tej części świata jest bezpośrednią kontynuacją tysiącletniej historii tego rejonu. Na Bliskim Wschodzie poczułem również, że mimo upływu czasu pewne rzeczy zupełnie się nie zmieniają.

 

 

 

 

 

 

MP: Czy poza fotografią dokumentalno/reportażową zajmujesz się też innymi formami fotografii?

JW: Regularnie nie. Czasami, jak mam zlecenie komercyjne, wykonuję zdjęcia pod konkretne wymagania klienta.

 

 

 

 

 

 

MP:  Nad czym aktualnie pracujesz (w sensie fotograficznym) i zrealizowanie jakiego tematu jest twoim marzeniem?

JW: Realizuję w chwili obecnej dwa tematy, oba związane z krajami islamskimi. Jeden, który praktycznie ukończyłem jest kontynuacją moich zainteresowań „obrzeżami”. Dokumentowałem życie w maleńkiej wiosce na samym krańcu Półwyspu Arabskiego. Wkrótce zdjęcia te znajdą się na mojej stronie internetowej. Drugi temat jest nieco inny, ale nadal w obrębie kultury krajów arabskich. Zdecydowanie jednak nie będzie tam człowieka.

 

 

 

 

 

 

MP: Z jakim z żyjących lub nieżyjących fotografów chciałbyś spędzić noc przy butelce whisky i dlaczego?

JW: Myślę, że byliby to Josef Koudelka albo Sebastiao Salgado, choć od whisky wolałbym dobre Bordeaux, może Chateau Belgrave?

 

 

 

 

 

 

MP: Co spowodowało, że ostatnio się śmiałeś?

JW: To było wczoraj wieczorem (18-09-2008). Zatrzymałem się na pustyni, gdzieś po środku południowego Omanu. Słońce już zaszło. Wokół mnie był tylko monotonny piaszczysty krajobraz. Nie było kompletnie nikogo. Zaparzyłem „po iracku” czarną herbatę i wpatrując się w tę pustkę i wsłuchując w ciszę poczułem się po prostu szczęśliwy…

 

 

 

 

 

 

JERZY WIERZBICKI

Fotograf i archeolog. Zajmuje się głównie fotografią dokumentalną i reportażową. Na szczególną uwagę zasługuje powstały w ciągu 9 lat projekt Gdańsk Suburbia, w którym autor skoncentrował się na dokumentowaniu przemian w portowo-przemysłowym Gdańsku. Obecnie jego zainteresowania skupiają się  na w świecie Islamu, szczególnie koegzystencji tradycji z postępującą modernizacją w krajach Bliskiego Wschodu.

Więcej prac JERZEGO WIERZBICKIEGO można zobaczyć na stronie internetowej: http://www.jerzywierzbicki.com

 

 

 

 

 

  

 

 

 

Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie.