MACIEJ BORYNA

Fashion

25.08.2008 / MACIEJ BORYNA w rozmowie z Modernphoto:

 

 

 

 

 

 

MP: Od kiedy zająłeś się świadomie fotografią?
MG: To od początku była świadoma decyzja. Zastanowiłem się nad tym, co chciałbym w życiu robić i poszedłem do szkoły fotograficznej. Pierwszy aparat (Nikona F3) kupiłem po dwóch miesiącach nauki. Wcześniej nie miałem nawet małpki. To było cztery lata temu. Specjalizacje wybrałem po pierwszym roku. Wcześniej wolałem być reporterem, ale po miesiącu praktyk w gazecie zmieniłem zdanie. Tam się niczego nie tworzy tylko czeka na okazje. Zdecydowanie sam wole wybierać „miejsce zbrodni”.

 

 

MP: Z jakim z żyjących lub nieżyjących fotografów chciałbyś spędzić noc przy butelce whisky i dlaczego?
MG: Z Helmutem Newtonem. Pokazał mi drogę. A z żyjących wybrałbym, Meisela. To jedyny fotograf poza Helmutem, który robi na mnie prawdziwe wrażenie.

 

 

MP: Czy jesteś zwolennikiem głęboko przemyślanych ujęć, kadrów lub sytuacji czy raczej zdajesz się na intuicję i spontaniczne działanie?
MG: Nauczyłem się działać na dwa sposoby i oba bardzo cenie. Pomysły na moje własne autorskie zdjęcia pochodzą z czegoś, co nazywam przebłyskami albo lśnieniem (romantycznie brzmi, prawda). Czasem, kiedy zamykam oczy trafiają do mnie obrazy, które potem przerabiam w fotografie. Na sesji muszę tylko dopasować wszystkie elementy do tego co zobaczyłem. Z drugiej strony praca dla agencji modelek nauczyła mnie szybkiego wymyślania fot na gorąco. Tam często zdarzało się, że nie wiedziałem z jaką modelką będę pracował ani jak wygląda lokacja. Obecnie często zdarza się, że fotografie, które zrobiłem na szybko dorównują tym przemyślanym i trafiają do tego lepszego folio. W sesjach na szybko cenię sobie to, że dzięki nim potrafię się dostosować do każdych warunków. W tych przemyślanych mogę się potem onanizować tym że wszystko było zaplanowane.

 

 

 

 

 

 

MP:  W czym tkwi, twoim zdaniem tajemnica dobrego zdjęcia?
MG: Ludzie piszą o tym niezliczone ilości książek. Moim zdaniem polega to na instynktownym stosowaniu tej wiedzy w praktyce. W skrócie “Pomysł & Realizacja”.

 

 

MP: Zrealizowanie jakiego tematu jest twoim marzeniem?
MG: Editorial we Włoskim Vogue. Garnitury męskie do jednego z moich pierwszych pomysłów.

 

 

 

 

 

 

MP: Carrtier-Bresson twierdził, że świat wokół nas jest tajemniczy i niezrozumiały i fotograf powinien stawiać sobie za celu udokumentowanie tej tajemnicy, a może w odróżnieniu od tej opinii powinien starać się go uporządkować?

MG: Bresson zajmował się inną dziedziną fotografii. Mimo to zgadzam się z nim. Z tą różnicą, że mój mózg działa bardziej jak film fabularny niż dokumentalny.

 

 

MP:  Czy poza fotografią komercyjną znajdujesz czas na projekty autorskie?

MG: Komercja i projekty autorskie to dla mnie dwa osobne działy. Dążę do tego aby moje projekty autorskie były fotografią komercyjną. Ale wiem, że zanim do tego dojdzie upłynie jeszcze dużo czasu. Poza tym najbardziej doceniony czuje się, kiedy mam pełny portfel. Więc jestem w stanie przerobić (do pewnych granic) każdy pomysł autorski tak żeby mógł stać się komercją.

 

 

 

 

 

 

MP: Jak wypracować indywidualny i niepowtarzalny styl swoich prac?

MG: Trzeba być indywidualistą.

 

 

MP: Jak sobie radzisz z zachowaniem swojej wizji tematu w konfrontacji z opinią klienta?

MG: Nie forsuje swoich wizji, jeżeli poczucie estetyki klienta jest na poziomie sprzedawcy kiełbasy. Jestem w stanie „zbajerować” praktycznie każdego ale takie praktyki często kończą się odrzuceniem gotowej sesji. Na początku wydawało mi się, że powinienem dążyć do jakości zdjęć, jakie są w dobrych pismach o modzie. Niestety na takich klientów trzeba sobie zasłużyć. Większość preferuje własną wizję kiczu… w końcu tu jest Polska.

 

 

MP:  Czy edukacja fotograficzna w sensie akademickim pomaga w zrealizowaniu się jako fotograf?

MG: Bardzo. Chociaż to kwestia szkoły. Moja skupiała się na technice, historii fotografii i innych przedmiotach, które dały mi podstawy. Nikt nigdy nie narzucał mi swojej estetyki. Nie obwijałem się folią i nie tarzałem w różnych dziwnych substancjach. Szerokim łukiem omijam ASP. Może to, co robię czasami ociera się o sztukę, ale z tamtymi ludźmi nie mam nic wspólnego.

 

 

 

 

 

 

MP:  W jaki sposób traktujesz różnicę pomiędzy fotografią cyfrową a analogową?

MG: Mam szacunek do fotografii analogowej w czystej postaci (film, chemia, kopiowanie pod powiększalnikiem w profesjonalnym laboratorium) ale zarazem nie znoszę przypadkowości i ograniczeń takiej fotografii. Fotografia cyfrowa daje mi komfort pracy i możliwości techniczne przy obróbce, jakie wcześniej mieli tylko najlepsi. Natomiast kompletnie nie szanuje fotografii analogowej jako celu samego w sobie. Mam na myśli fotografie, które są beznadziejne technicznie a ich jedynym atutem ma być to, że są analogowe. Dla mnie przede wszystkim liczy się efekt końcowy.

 

 

MP: Jak obecny rozwój sprzętu fotograficznego oraz jego dostępność (Np. aparat w komórce) wpływa na społeczną świadomość i wrażliwość na fotografię?

MG: Paradoksalnie świadomość i wrażliwość obniżyła się. Coś, co jest łatwo dostępne i nie wymaga ciężkiej pracy traci na wartości.

 

 

 

MACIEJ BORYNA

Młody 25 letni fotograf z Wrocławia. Zajmuje się głównie fotografią mody. Obecnie fotografuje dla SPP photographers, gdzie zajmuje się tworzeniem portfolii modelek oraz katalogami. Równolegle pracuje nad własnymi projektami.
Fan gier komputerowych, które jak sam twierdzi niebezpiecznie uzależniają.
Pracował między innymi dla Sauriana, Elemmara, Jordi Labanda, Bialcon oraz HighLand Store.

 

 

 

 

 

Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie.