ALEXEY TITARENKO
Miasto Cieni
20.10.2008 / ALEXEY TITARENKO w rozmowie z Modernphoto:

MP: Kiedy zająłeś się fotografią? Co sprawiło, że wybrałeś właśnie to medium?
AT: Kiedy skończyłem osiem lat dostałem stary aparat: SOVIET KOMSOMOLETS, przypominający z zewnątrz dwuobiektywową YASHICE ale znacznie prymitywniejszy. Zacząłem interesować się fotografią i poprosiłem moją mamę, żeby zapisała mnie do klasy fotograficznej w miejscowym Domu Kultury. Tak bardzo polubiłem ten kurs, że stałem się jego najbardziej zapalonym uczestnikiem. Chciałem się wszystkiego nauczyć jak najszybciej; czyli jak zakładać film, jak mierzyć światło choć nie miałem do tego żadnego urządzenia. Szkoła jednak nie zapewniała żadnych podstawowych materiałów takich jak klisza czy inne. W tamtym kresie w moim kraju dla przeciętnego ośmioletniego ucznia zakup tych materiałów był przerastający. Po prostu nie miałem na to pieniędzy, ale życzliwość nauczyciela i innych studentów pozwoliła mi korzystać z ich filmów oraz chemii. Tym sposobem nauczyłem się wywoływać filmy oraz zacząłem robić zdjęcia. Nie ma co się oszukiwać, moje pierwsze fotografie były oczywiście przeciętne ale zacięcie i fotograficzna pasja jaką posiadałem była silniejsza i nie zniechęciło mnie to.
W tym czasie mieszkaliśmy z pięcioosobową rodziną w mieszkaniu komunalnym, trudno wyobrazić sobie ten koszmar. Ucieczką od tego wszystkiego było czytanie książek. Rodzice kazali mi czytać już w wieku pięciu lat, żebym im nie przeszkadzał w ciągu dnia. W rzeczywistości książki bardzo rozwinęły moją wyobraźnię. Czytanie, spacerowanie i fantazjowanie stało się moją pasją. Pyza tym St. Petersburg sam w sobie stymulował moje zmysły i napędzał mnie. Przy pomocy aparatu byłem w stanie wyrażać swoje emocje jak i nastroje miasta jednocześnie skupiając moją całą uwagę na fotografii.

MP: Można odnieść wrażenie, że wymowa twoich artystycznych poszukiwań związana jest z miejscem, czy też miastem oraz czasem i przemijaniem, a człowiek pojawia się na nich jako element nieokreślony, rozmazany. A może jest inaczej i to człowiek właśnie jest podstawą twoich prac?
AT: To było moje osobiste wrażenie oraz wizja ściśle związana z tamtym czasem mojego życia. Użyłem aparatu do tego by tłumaczyć rzeczywistość tak jak pisarz używa pióra i nie jest ważne, co pokazuje, ale jak.
MP: Zanim przejdziemy do pytań o Twoje najbardziej znane serie fotograficzne, opowiedz nam coś o najstarszym cyklu, jaki można zobaczyć na twojej stronie „Nomenklatura of Sign” (1986-1991). Można się doszukać w nim powiązań ze sztuką awangardy rosyjskiej, np. pracami El Lissitzky’ego. Czy był to zamierzony cel?
AT: Nie zupełnie. Zamierzałem być w opozycji do prosowieckiej polityki Rodczenki. Ta seria została stworzona na skrzyżowaniu dwóch zupełnie różnych epok; całkowitego totalitaryzmu i pierestrojki Gorbaczowa. Balansowało to pomiędzy tragedią i drwiną. Był to kolaż stworzony z przeciwstawnych elementów. Tradycyjnej fotografii, indywidualnych obiektów i instalacji. W 1991 interpretacja sowieckiego życia stała się kryminalną ofensywą karaną obozami pracy, gułagiem a nawet karą śmierci.
Projekt Nomenclature of Signs był pokazywany w Paryżu w 1992 w Centre National de la Photographie (Palais de Tokio) i w Russian State Museum w 1993 i 1999. W 2000 Centre National de l’Audiovisuel w Luxemburgu wspólnie ze stowarzyszeniem „Friends of The Family of Man” zamówiło u mnie produkcję audiowizualną „Nomenklatura of Signs”. Pokazowi towarzyszyła muzyka Dmitri Shostakovicha i była wystawiana w zamku Clerveaux w Luxemburgu jako część corocznych obchodów i wystawy Edwarda Steichena „The Family of Man”. Boston Museum of Fine Art w USA także posiada kilka prac z tej serii.

MP: Twoje pierwsze cykle powstawały w czasie, w którym Rosja nie przechodziła jeszcze zmian ustrojowych albo była właśnie w ich trakcie. Czy chciałeś pokazać ten kontekst ustrojowy na swoich zdjęciach? Jak bardzo on wpłynął na twoją fotografię w tamtym okresie?
AT: Poza kilkoma wyjątkami w tej serii nie ma tam żadnego politycznego odniesienia. Wpływ na moje prace miały bardziej przemiany w zewnętrznym świecie, co rykoszetem odbiło się na moim prywatnym życiu i fotografii.
MP: Fotografia cyfrowa wkroczyła z wielkim impetem w fotograficzny świat. Ty ciągle jesteś wierny tradycyjnej, analogowej fotografii.
AT: Cyfrowa fotografia posiada różne narzędzia. Można ją porównać do komponowania muzyki na wiolonczelę, skrzypce, fortepian i kilku elektronicznych urządzeń. Wszystko zależy od tego, kto i jak to komponuje. Ja używam klasycznych urządzeń tylko dlatego, że je dobrze znam.

MP: Od czego wziął się pomysł projektu „City of Shadows”? Zdaje się, że to dzięki niemu na dobre zaczęła się rozwijać Twoja kariera artystyczna. Opowiedz coś o nim.
AT: Idea cyklu „The City of Shadows” powstała całkiem spontanicznie jako odpowiedź na to, co się działo podczas upadku związku radzieckiego w 1991. W tym okresie cały czas pracowałem nad „Nomenklatura of Signs”. Nagle dojrzałem i zobaczyłem, że otacza mnie pustka. Reżim, jaki panował obrócił ludzi, ich indywidualność w swoiste „znaki” i cienie. Te uśmiechnięte znaki zmieniły się w cienie.
Północna część St. Petersburga jest znana ze swoich letnich białych nocy oraz krótkich zimowych dni trwających tylko kilka godzin. Zimą 1991-1992 pewnego ponurego dnia przechadzałem się ulicami, gdy ujrzałem pewne wibracje i dynamizm w poruszającym się tłumie. Towarzyszyło temu pewne odczucie smutku i depresji oraz dziwnej ciszy. Widziałem ich pustkę, przygnębienie, wyobcowanie, oraz tragiczną rutynę, która okalała ich oraz ich rodziny. Bardzo zainspirowało i dało mi napęd dla mojej twórczości. Poczułem swojego rodzaju „pożądanie” i uwieczniania tej sytuacji na fotografii. Ukazała mi ona jakby ducha epoki - 20 wieku.
Przede wszystkim chciałem wiernie to wszystko oddać w metaforze ludzkich cieni. Stało się to moją bazą twórczą. Umiejscowiłem swój aparat przy wejściu do stacji metra Vasilievostrovskaia przy pasażu handlowym. Skojarzyło mi się to z moją ulubioną muzyką Shostakovicha, a dokładnie jego 13 symfonią noszącą tytuł At the Store. Ten tłum przypominał mi morze ludzi, nierzeczywistą fantasmagorię. Czas się wtedy zatrzymał. Wtedy pomyślałem, że warto również zatrzymać migawkę. Widziałem dokładnie jak to zrobić, dokładnie to wcześniej przestudiowałem.
Zacząłem robić zdjęcia codziennie. Wybrałem najlepsze fotografie i zacząłem tworzyć z nich narrację. W tym czasie dostałem też granty z Soros Foundation co pomogło mi kontynułować pracę.
MP: W swoich fotografiach, np. w cyklu City of Shadows czy Time Standing Still używasz długiego czasu ekspozycji. Czy możesz opowiedzieć nam trochę o środkach i technice swojej pracy?
AT: W procesie twórczym opartym na długim czasie naświetlania fotograf zderza się z problemem jaki powinien być czas ekspozycji. Muszą być zachowane pewne fundamentalne założenia. Im szybciej jakiś obiekt się porusza tym krótszy czas ekspozycji powinien być i na odwrót. Mój czas ekspozycji przeważnie wynosił 3 minuty. W tym właśnie czasie udało mi się uwiecznić ten lawinowy tłum schodzący do metra gdzie ich dłonie równomiernie kładzione na poręczy sprawiały wrażenie ruchu, podczas gdy tłum był rozmyty i niejasny tworzący mgłę.

MP: Twoje fotografie niosą głębokie, egzystencjalne przesłanie. Gdyby od Ciebie zależało, w jaki sposób ludzie odczytują sens Twojej fotografii, jaki chciałbyś żeby trafił do nich przekaz?
AT: Chciałbym sprawić by wewnętrzne emocje były widzialnymi dla innych, przekazać niezrozumienie i zarazem empatię. W ten sposób chciałem wywołać w ludziach sympatię do swoich sąsiadów. Przekazywanie pewnego rodzaju miłości jest moim głównym przesłaniem artystycznym.
MP: Fotografowałeś różne miasta; Petersburg, Wenecję, Hawanę. Czym te różne przecież miejsca Cię urzekły?
AT: W mojej opinii one są do siebie bardzo podobne. Dlatego Hawana jest przedstawiona przez pryzmat jej politycznego ustroju oraz podobieństwa do innych dyktatur. Wenecja jest w jakiś sposób powiązana z St. Petersburgiem. To miasto jest wyblakłe poprzez swoją urodę oraz pewien surrealizm. I te jego odcienie szarości, które napędzają moje zmysły. Szarości zmierzchu przypomniały słowa Brodskiego mówiące o „prywatnym świetle Giorgiona czy Belliniego (...) miasto w tym trwa, kosztuje własnego dotyku, pieści swoją nieskończoność. Wenecja jest pełna powabu i gracji, ale również miłości. To symbolika tego, co najlepsze, w przeciwieństwie do St. Petersburga, który symbolizuje wszystko to, co najgorsze widziane oczami niektórych widzów. To powszechna opinia.

MP: Twoje najnowsze cykle poświęcone są Hawanie i Wenecji. Rozumiem, że to są to już zamknięte projekty… Nad czym aktualnie pracujesz?
AT: Zaczynam prace w St. Petersburgu jeszcze tego roku.
MP: Oglądając niektóre twoje zdjęcia, czuję jakby osobistą więź z autorem, tak jak bym zaglądał do twoich wspomnień, wspomnień sprzed lat. Mam wrażenie jakbyś próbował uchwycić w kadrze dusze miejsca, przypomnienie i pokazanie jakiejś ulotnej chwili z przeszłości. Czy twoje podejście do fotografii jest bliskie tym odczuciom, czym się kierujesz robiąc zdjęcia?
AT: To prawda. Wieloletnia praca, którą prowadziłem w moim rodzinnym mieście wykształciła we mnie wszystko to, co teraz przemawia poprzez moje prace. To wyjątkowe miasto wykształciło we mnie tę wrażliwość, pasję oraz miłość, jaką do niego poczułem. To wszystko stało się częścią mojej osobowości, mojego wewnętrznego świata, tego kim jestem. To wszystko dokonywało się w okresie mojej młodości, mojego dorastania, kształtowania się mojej indywidualności. Stopniowo narastało, niezależność mojej woli oraz świadomości. Instynktownie szukam swego rodzaju drugiej połowy, która pomału staje się integralną częścią mojej duszy. Każde nowe miejsce, które odwiedzam staje się automatycznie moim domem. Ale tak naprawdę nieczęsto słyszę jak zaczyna grać we mnie ta muzyka. Świat się zmienia, a St. Petersburg razem z nim. Już nie znajdziesz miejsca, w którym nie byłoby najnowszego modelu samochodu, ślicznych lśniących domów oraz ohydnych reklam nie różniących się niczym od tych w NY, Londynie czy Paryżu. Tego wszystkiego nie było w moim świecie dzieciństwa.

MP: Od 2005 roku żyjesz w Nowym Yorku, czy jest ona jako miasto podobnie inspirujący jak inne pokazywane przez Ciebie miasta?
AT: Jest bardzo inspirujące, ale to wymaga jeszcze czasu.
MP: Co spowodowało, że ostatnio się śmiałeś?
AT: Bardzo dużo rzeczy. Jednak obecnie bawi mnie bardzo to, co się dzieje w związku z kampanią wyborczą w USA. Ostatnio w wywiadzie telewizyjnym Sarah Palin powiedziała, że ma doświadczenie w polityce zagranicznej, ponieważ widzi koszty, jakie ponieśli Rosjanie w związku z Alaską oraz czasami widzi rosyjskie samoloty jak przelatują. (Tak naprawdę ta pani posiada amerykański paszport dopiero od roku, co pozwala jej podróżować do Meksyku i tak naprawdę te podróże to jej unikalne doświadczenie w polityce zagranicznej, jakie zdobyła w całym swoim życiu).
ALEXEY TITARENKO
Fotografie Alexeya Titarenki mają w sobie coś z magii starych zdjęć. W jego seriach poświęconych Wenecji czy Hawanie czujemy ten sam nieodparty urok i tajemniczość jak oglądając pocztówki sprzed wieku. Najbardziej zaskakujący efekt osiąga fotograf jednak w innych seriaich np. Time Standing Still czy City of Shadows, gdzie w ciekawy sposób wykorzystuje efekt jaki daje bardzo długi czas ekspozycjii. Titarenko pokazuje dynamikę miasta, ludzi w ciągłym ruchu, których sylwetki gubią własne kształty, rozmywają się, mieszają ze sobą. To wspaniała fotografia, która stawia wiele ważnych, fundamentalnych pytań, takich jak sens ludzkiego życia w ciągłym 'pędzie', w chaosie otaczającej nas rzeczywistości.
Więcej prac Alexeya można zobaczyć na jej stronie internetowej: www.alexeytitarenko.com
| |
Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie. |
