MALEONN
07.11.2008 / MALEONN w rozmowie z Modernphoto:
MP: Jesteś młodym fotografem, ale na koncie masz już liczne cykle fotograficzne. Od kiedy poważnie zająłeś się pracą w tym medium i dlaczego właśnie w tym?
M: Fotografuję od 2004 r. To, że zająłem się fotografią mnie samego zaskoczyło. Początkowo specjalnie mnie nie interesowała. Ale stopniowo zacząłem się przekonywać, że to medium jest odpowiednie dla mojej twórczości, bo jest realistyczne, natomiast w moich pracach poszukuję pewnej atmosfery absurdu. Wykorzystanie fotografii zapewnia mi duże kontrasty i konflikty. A dlaczego aż tyle prac? Bo pracuję codziennie. Tylko praca poprawia mi nastrój. Tak naprawdę zrealizowałem ich jeszcze więcej.
MP: Twoje fotografie mają w sobie coś teatralnego – liczne postacie, odpowiednio „ucharakteryzowane”, w „kostiumach” wykonujące często znaczące gesty, plus niezwykła, surrealistyczna „scenografia”. Jakie znaczenie ma dla Ciebie ten sposób przedstawiania, poruszanie się w tej konwencji?
M: Dla mnie samo życie jest rodzajem dramatu. Każdy z nas jest tylko postacią w sztuce, aktorem na scenie. Życie, tak jak sztuka teatralna, ma swój początek i koniec, swoje przypływy i odpływy. Chcę opowiedzieć ten teatr życia na swój sposób, pokazać, jaki ma on dla mnie smak. Fotografia jest nieruchoma, nie ma żadnego kontekstu czasowego, więc musi przechodzić bezpośrednio do punktu kulminacyjnego. Przedstawia teatralność w jej najmocniejszym, najintensywniejszym sensie.
MP: Zdradź nam trochę, w jaki sposób pracujesz. Wyobrażam sobie, że często jesteś kimś w rodzaju filmowego reżysera…
M: Zazwyczaj przed zrobieniem zdjęć rysuję szkice albo robię notatki. Ten proces pomaga mi w zebraniu fragmentów myśli w całość. Następnie, kiedy mam już wszystko przemyślane, zaczynam kontaktować się z modelami; to na ogół moi przyjaciele, którzy wspierają mnie w mojej pracy.
Przygotowuję dla nich kostiumy, charakteryzację, rekwizyty itd. Poza tym muszę też poszukać miejsca do zdjęć. Czasami fotografuję w moim studio, buduję tam całą scenę.
Zanim zostałem fotografikiem, pracowałem kiedyś jako reżyser filmów reklamowych. Pomagało mi wtedy wielu ludzi, bo to praca wiążąca się z dużymi pieniędzmi. Ale teraz sam muszę na siebie zarobić i sam wykonuję pracę całego zespołu, w tym reżysera, fotografa, dyrektora artystycznego, projektanta kostiumów, charakteryzatora, rekwizytora, oświetleniowca i specjalisty od postprodukcji).

MP: W Twoim wieku można powiedzieć że większą część twórczości artystycznej masz jeszcze przed sobą. Jakie masz plany na przyszłość? Czy swoją dalszą aktywność artystyczną wiążesz z pracą w Chinach?
M: Chcę po prostu dalej pracować. Poświęcę całą energię na to, żeby dalej wkładać w pracę swoją pasję. Chociaż to trudne, bo sztuka czasem może być naprawdę bolesna, a presja duchowa – silna. Nie mam jednak wyboru. Nie ma dla mnie lepszego stylu życia niż ten.
Kiedy byłem dzieckiem, wróżka przepowiedziała mi, że kiedy dorosnę, wyjadę z Chin i zamieszkam w jakimś dalekim kraju. Ale póki co, nadal mieszkam w Szanghaju. Nie myślę o przyszłości, nie obchodzi mnie to. Nawet w moim rodzinnym mieście często czuję się jak bezdomny, jak facet skazany na wędrówkę po świecie duchowym. Zwykłe życie to ciepły dom dla artysty. Sama twórczość to samotna podróż.

MP: Widać w twoich zdjęciach długi proces pracy: wymyślenie tematu czy koncepcji, praca nad nią, późniejsza obróbka zdjęcia, jak długo średnio trwa taki proces przy tworzeniu jednego zdjęcia?
M: Czasami trwa to dłużej, czasami krócej. Prosta praca powstaje mniej więcej w jeden miesiąc. Duże projekty zajmują dwa do trzech miesięcy.

MP: Co możesz opowiedzieć nam o współczesnej fotografii w Chinach? Jakie są tam w obecnym czasie dominujące tendencje, osobowości twórcze, galerie. Ewidentnie w europie jest teraz modą na fotografię azjatycką.
M: W przeszłości chińska fotografia była nudna. Służyła tylko jako narzędzie polityki. Oczywiście z czasem te zdjęcia stały się wspomnieniami. Sam język fotografii był dość monotonny, zazwyczaj było to rejestrowanie tego, co się dzieje. Ale wszystko się zmieniło za sprawą Internetu i technologii cyfrowej. Wielu młodych ludzi zaczęło tworzyć przy wykorzystaniu medium fotografii. Dzięki Internetowi mają szerszą wizję, a aparat cyfrowy daje im większą wygodę i swobodę, bo usuwa wiele ograniczeń. Ja jestem właśnie takim twórcą.
Główny nurt chińskiej fotografii współczesnej to nadal fotografia dokumentalna. Moja twórczość wzbudza kontrowersje i jest potępiana w kręgach tradycyjnej fotografii w Chinach. Jest relatywnie marginalizowana. Na szczęście nie tylko mnie się marginalizuje. Wielu fotografików młodszego pokolenia odważnie stosuje nowe style i techniki w swojej twórczości. Moim zdaniem młodzi chińscy fotograficy mają duże zdolności i są bardzo twórczy, dorównują fotografom z Zachodu. Może dlatego, że Zachód nie zwracał wcześniej uwagi na orientalną fotografię, kiedy nagle Europejczycy odkryli, że jest tu tyle znakomitych prac, poczuli się zaskoczeni i zaciekawieni, i powstała swoista moda.
MP: W Twoich pracach, które zawierają w sobie zresztą sporą dawkę humoru, tym co je wszystkie spaja, jest dla mnie przewodni motyw dotyczący przemijania, czasu - to trochę taki „teatr życia i śmierci”. Czy dobrze odczytuję Twoje przesłanie…
M: Dziękuję za te słowa. Trafiłeś w sedno. Na to właśnie zwracam uwagę – czas i przemijanie, życie i śmierć. Ktoś kiedyś skrytykował moje prace jako mało chińskie. Nie podoba mi się taki punkt widzenia. Oczywiście każdy kraj i naród ma inną kulturę i historię, ale czuję, że dusze ludzi są takie same, kipiące od emocji, miłości i smutku. Koncentruję się właśnie na tych ludzkich uczuciach. Chciałbym, żeby moja twórczość potrafiła wzbudzić taki subtelny rezonans u odbiorców, zwłaszcza z obcych kultur, a już nie będę się czuł samotny.
Sztuka jest bezużyteczna w rzeczywistym świecie. Ułagodzenie duszy - to jedyne, co może zrobić artysta.

MP: Czy mógłbyś nam coś opowiedzieć o serii Leaves of Grass. W jaki sposób wpadłeś na pomysł zrobienia tych zdjęć. Zdradź coś o sposobie swojej pracy i nie mamy tu na myśli kontekstu techniczno/sprzętowego.
M: Pomysł wziął się z moich osobistych odczuć, z mojego życia. Pamiętam, że kiedyś, kiedy byłem dzieckiem, poszedłem do muzeum przyrodniczego. W szklanych gablotach były tam wyeksponowane modele zwierząt w dużej skali, na tle lasu. Robiło to na pierwszy rzut oka ogromne wrażenie i na zawsze zapadło mi w pamięć. Pokazałem więc taką szklaną gablotę, jak ta w muzeum i umieściłem w niej podobne elementy, takie jak drzewa i kwiaty, a także kurtynę, jak na scenie. W kadr wkomponowałem portrety żywych ludzi, które miały sugerować różne smutne tematy. Nasze życie jest w naturalny sposób ograniczone czy zdefiniowane poprzez śmierć. Życie większości ludzi jest skromne. Nieznane pragnienia, młodość, słabość dorastania, strach i radość są jak trawa i liście, rosnące po cichu i po cichu umierające. W tej sztuce wszyscy jesteśmy i aktorami, i widzami. Jedyne, co mamy, to godność naszego życia.
Często przychodzą mi do głowy takie dziwne pomysły, można powiedzieć, że to pewna pokręcona filozofia, czerpana nie z systematycznych studiów, ale z własnego doświadczenia życiowego. Nie jestem filozofem, więc nie potrafię znaleźć odpowiedzi, rozwiązać tych zagadek. Wyrażam więc moje myśli w swoich pracach, obrazuję je i pokazuję.

MP: Fotografiom towarzyszą często poetyckie opisy. Czy zajmujesz się także literaturą?
M: Marzyłem przez pewien czas o zostaniu poetą, kiedy byłem młody, bawet opublikowałem swoje utwory, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Teraz jednak często dołączam parę słów do moich prac. Wydaje mi się, że może to pomóc odbiorcom w zrozumieniu mojej twórczości. Trudno te słowa przetłumaczyć. Po przetłumaczeniu brzmią dla mnie dziwnie. W oryginale te teksty są lepsze niż to, co możecie przeczytać po angielsku.
MP: W Twoich pracach widać dużo rozmaitych odniesień do historii sztuki. Czy mają one ważne znaczenie dla Twojej twórczości? Jakich twórców najbardziej cenisz i nie mamy tu na myśli wyłącznie fotografów?
M. Bardzo wielu. Oglądam mnóstwo filmów i przez wiele lat studiowałem malarstwo. Wpłynęła na mnie twórczość wielu artystów. Gdybym podał listę nazwisk, byłaby bardzo długa. Ale nie mam ustalonej listy ulubionych twórców. Historia sztuki jest tak długa i tak rozległa, że często odkrywam artystów, których wcześniej nie znałem. Z ich prac czerpię bardzo intensywną inspirację na krótką metę.

MP: Trudno w twojej pracach nie odnaleźć skojarzeń z czeskim fotografem Janem Saudkiem. Z tą różnicą, iż mamy wrażenie iż Sadek tworzy bardziej osobiste prace i przede wszystkim znany jest z charakterystycznych aktów kobiecych. Jak byś określił różnicę między Twoja wizją fotografii a jego stylistyką?
M: Zgadzam się z wami. Ale co zabawne, nigdy przez 10 lat studiowania sztuki nie widziałem jego zdjęć. Ponieważ jego prace zawierają pewne elementy erotyczne, które w przeszłości były w Chinach zabronione i cenzorowane, odkryłem go dopiero w Internecie, kiedy miałem 30 lat. Byłem zszokowany i podekscytowany, jak wtedy, kiedy po raz pierwszy czytałem zakazaną książkę. Dwa lata później kupiłem aparat i zacząłem fotografować. Zawsze myślę, że początek mojej twórczości ma związek z moim pierwszym spotkaniem z jego pracami. Kolorystyka, jaką stosowałem później w moich pracach to hołd dla jego dzieł!
Ale, jak zauważyliście, moje późniejsze prace różnią się od podziwianego przeze mnie Saudka. Nie jest to zabieg celowy: żyjemy w różnych krajach, mamy różne doświadczenia. Jeśli będę się trzymać własnych doświadczeń, to naturalne, że będę się coraz bardziej od niego różnił. Chinki ubierają się bardziej zachowawczo. Ha ha, moje prace są po prostu trochę inne.

MP: Bardzo intryguje nas też cykl prac ”Portrait of Mephisto”, opowiedz coś o powstaniu tego tematu?
M: Czytałem wtedy „Fausta”, w podróży, przez cały czas. Potem zapragnąłem zrobić takie zdjęcia. To rodzaj impulsu, emocji, zbyt skomplikowanej, by ją opisać słowami. Czasami czuję, że moja fotografia jest jaśniejsza niż moje słowa.
Stosunkowo łatwiej opowiedzieć mi, jak te prace powstawały. Zdjęcia zrobiłem w małym miasteczku na północy Chin. Przez Internet poznałem właściciela lokalnego studia fotograficznego. To mało rozwinięte miasto, więc studio trzymało jeszcze stare kurtyny wykorzystywane jako tło i mnóstwo innych rekwizytów używanych do zdjęć w przeszłości. Spodobała mi się ta atmosfera. Więc przeleciałem tysiące mil, żeby tam pracować. Przekonałem właściciela, żeby był moim modelem, to ten grubas na zdjęciach. Ta druga postać w masce to inny fan mojej twórczości, który też tam przyleciał, żeby pomóc mi w pracy. Ogólnie tworzenie tego cyklu było pełne przygód.

MP: Co Cię inspiruje? Skąd czerpiesz pomysły do swoich prac?
M: Wiele rzeczy. Głównie książki i filmy. Życie samo w sobie jest najbardziej fascynujące. Dopóki żyję, inspiracji mi nie zabraknie.
MP: Czy zajmujesz się również fotografią komercyjną?
M. Pracowałem wcześniej jako reżyser reklam. Nie cierpiałem wtedy mojego życia. Wybrałem więc później takie życie, jakie prowadzę obecnie i postanowiłem już nigdy nie zajmować się niczym związanym z komercją. Chociaż czasami jest biednie, jestem szczęśliwy i wolny, żyję pełnią życia, „z głębi serca”. W życiu trzeba dokonywać wyborów. Coś za coś - nie ma na świecie rzeczy, która miałaby same dobre strony.

MP: Z czego ostatnio się śmiałeś?
M: Kilka godzin temu oglądałem film, który nie był dobry, ale za to śmieszny. Strasznie mnie rozbawiła gra aktorów. Śmiałem się.

MALEONN
Chiński fotograf mieszkający i pracujący w Shanghaiu. Pomimo młodego wieku udało mu się wykreować już własny, rozpoznawalny styl. Jego prace - nawiązujące często do poetyki snu, wzbogacone zostały o dawkę autorskiego humoru i ironii. Zdjęcia, trochę bajkowe, trochę okrutne, nieodmiennie surrealistyczne, zaskakują rozległością wyobraźni fotografa. Są to przede wszystkim fotografie inscenizowane, gdzie postacie przybierają różne role i funkcje, wchodzą w zaskakujące relacje. Nie brak tu też wielopłaszczyznowych odniesień do historii sztuki.
Więcej prac MALEONNA można zobaczyć: www.maleonn.com
Szczególne dziękujemy Agnieszce Sobolewskiej za pracę włożoną przy tłumaczeniu wywiadu.
