Dawn Woolley

13.12.2008 / DAWN WOOLLEY w rozmowie z Modernphoto:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Można powiedzieć, że tematem twoich fotografii jest sama fotografia. Czym jest dla ciebie to medium? Sposobem wydobycia prawdy czy narzędziem do tworzenia iluzji?

 

DW: Myślę, że w moich pracach jest i jednym, i drugim - w tym sensie, że odkrywają one prawdę tego medium - pokazują, że fotografia jest iluzoryczna, że obiektyw wcale nie pełni roli bezstronnego obserwatora czy 'obojętnego oka', chociaż tak właśnie zazwyczaj traktujemy fotografię - jako obiektywny zapis rzeczywistości. Mam nadzieję, że iluzja wysuwa się na pierwszy plan w moich fotografiach, jest widoczna albo w samym obrazie, albo w zestawieniu ze sobą obrazów - jednego bardzo przekonującego, 'realnego' i drugiego, w którym wycięta sylwetka jest rażąco oczywista. Jednocześnie pokazuję sztuczkę i ją demaskuję!

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Jak sama wyjaśniasz, twoje prace to swoiste, niekonwencjonalne autoportrety. W swoich instalacjach i na zdjęciach umieszczasz 'fotograficzną kopię siebie samej', swoje fotograficzne alter ego. W ten sposób przyjmujesz rolę zarówno twórcy, jak i przedstawionego obiektu, ale także widza - obserwujesz samą siebie. Jak się czujesz w takiej potrójnej roli? Jak te role wzajemnie na siebie wpływają?

 

DW: To dziwna mieszanka ról i pozycji. Myślę, że częściowo osiągam ją poprzez oderwanie się, oddzielenie - potrafię traktować wyciętą sylwetkę jako 'ją', odrębny byt - nie siebie samą - co wiąże się z relacją między znakiem, obrazem obiektu a samym obiektem: przedstawienie przedmiotu oznacza nieobecność tego przedmiotu. Kiedy więc ktoś mnie pyta, jak się czuję jako postać widoczna na fotografiach, mogę powiedzieć, że wcale mnie tam nie ma - przynajmniej nie bezpośrednio! Rozdzielenie podmiotu i przedmiotu to koncepcja,która bardzo mnie interesuje. Moja praca magisterska była zatytułowana: 'The Distance Between Myself and my Image' (Między mną a moim wizerunkiem), więc przeczytałam wiele tekstów na tematy z tym związane, m.in. Lacana piszącego o fazie lustra - w której dziecko po raz pierwszy widzi siebie jako obiekt, Owidiusza, mit Narcyza zakochującego się we własnym odbiciu, 'Portret Doriana Greya' Oscara Wilde'a i mnóstwo innych. Główna myśl, która we mnie utkwiła, to koncepcja Maurice'a Merleau-Ponty'ego o 'drugiej stronie mocy patrzenia': jako osoba, która może patrzeć na różne rzeczy, jestem jednocześnie obiektem w sferze wizualnej, a więc można też patrzeć na mnie. Myślę, że dla mnie ta wycięta sylwetka na moich zdjęciach to ta widziana strona - więc zarówno przedmiot, jak i podmiot, zarówno wycinanka i ja jesteśmy obserwatorami i obserwowanymi.

 

MP: W swojej twórczości badasz / analizujesz rolę widza, odbiorcy sztuki. Jak byś opisała tę rolę? Czy ona ewoluuje? Czy świadomie nią manipulujesz?

 

DW: Myślę, że moim głównym celem, jeśli chodzi o widzów, jest przedłużenie czasu, jaki poświęcają na przyglądanie się zdjęciu - poprzez zdezorientowanie ich i doprowadzenie do tego, że przestają wierzyć w to, co widzą. Mam nadzieję, że w pierwszej chwili odbiorca widzi wyciętą sylwetkę jako 'prawdziwe' ciało, a dopiero później, po przyjrzeniu się całej scenie, rozwiązuje zagadkę i odróżnia wycinankę od otaczającego ją trójwymiarowego świata. Oczywiście w niektórych pracach nie pozostawiam miejsca na takie 'zawieszenie niewiary' i poddanie się iluzji - wycięta sylwetka jest od razu wyeksponowana - ale stwierdziłam, że takie prace są konieczne, aby zrównoważyć te sceny, w których wycinanki są praktycznie nie do odróżnienia od reszty zdjęcia.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: W swoich pracach poruszasz kwestię ról przypisywanych płciom (gender roles). Czy uważasz, że istnieje nierówność płci i czy jest ona problemem? Jakie znaczenie ma dla ciebie feminizm?

 

DW: Sądzę, że nierówność płci nadal ma miejsce w wielu dziedzinach codziennego życia, ale jej aspekt, który najbardziej mnie interesuje i  jednocześnie doprowadza do szału to sposób przedstawiania kobiet i akceptowane społecznie zachowania, do jakich to prowadzi. Dam wam przykład: miesiąc temu oglądałam dokument pt. 'Ośmioletnia anorektyczka' - tytuł mówi sam za siebie. Program pokazywał rekonwalescencję małej dziewczynki w klinice zaburzeń odżywiania, która przyjmuje pacjentów niemal zagłodzonych na śmierć i karmi ich, żeby podtrzymać ich przy życiu. Przez cały czas wszyscy w programie się zastanawiali, dlaczego taka mała dziewczynka cierpi na chorobę kojarzoną wcześniej z nastolatkami i młodymi kobietami. Tak się złożyło, że następnego dnia rano obejrzałam parę minut kreskówki dla dzieci, w której jedna bohaterka chodziła z plastrem na nosie, bo miała operację plastyczną, a druga nie chciała wziąć kanapki, bo było w niej pełno węglowodanów! Jestem zszokowana, że program o takiej treści jest pokazywany w brytyjskiej telewizji, nie mówiąc już o tym, że jest kierowany do dzieci w wieku szkolnym. Nic dziwnego, że dzieciaki oceniają siebie i innych na podstawie wyglądu, skoro daje im się takie potworne wzorce.

 

MP: W cyklach 'Beneath the Surface' i 'Substitutes' poruszasz temat relacji między kobietą i mężczyzną. Na zdjęciach mężczyzna wydaje się dominować, to on jest trójwymiarowy, 'prawdziwy', a postać kobiety to płaska, dwuwymiarowa wycinanka. Jak jednak tłumaczysz, paradoksalnie to mężczyzna jest tu na przegranej pozycji, bo daje się oszukać iluzji. To bardzo ciekawe, powiedz coś więcej o tym paradoksie.

 

DW: Można to chyba odczytać jako krytykę idealizacji. Wycinanka jest tylko dwuwymiarowa, tak jak wyidealizowany obraz kobiet (i oczywiście także mężczyzn).

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Nawiązując do poprzedniego pytania: Czy uważasz, że jesteśmy skazani na taką walkę płci? Ja odczytuję te prace jako wyraz pewnej tęsknoty za prawdziwą bliskością i harmonią w związkach. Czy twoim zdaniem taka harmonia jest niemożliwa?

 

DW: Tak, myślę, że jest możliwa, jeśli uzna się płeć i związane z nią role za pewien rodzaj wyuczonego zachowania  - za role do odegrania, a nie będzie się ich uznawać za cechę biologiczną, nadającą płciom wyraźne, odrębne role i cechy.

 

MP: W większości twoich prac można zauważyć jeden spójny i powtarzający cię element w postaci związanej ze sobą pary, pokazanej w specyficznej formie więzi i czułości. Jest on zarezerwowany zazwyczaj dla 'pierwszego etapu' w każdym związku, mam tu na myśli nieodpartą chęć bycia ze sobą wszędzie, potrzeby stałego kontaktu, nieustannego dotykania się w każdym miejscu i o każdej porze.

 

DW: Nie koncentruję się celowo na jednej konkretnej fazie związku, ale być może myśl o tym początkowym etapie nasuwa się ze względu na oczywiste zwodzenie mężczyzny iluzją - nie mógłby dać się oszukać dwuwymiarowemu obrazowi przez dłuższy czas. Ale te fotografie zazwyczaj wyglądają albo na bardzo wyidealizowane, albo na mające duży ładunek seksualny - więc pracując nad zdjęciem mam raczej na myśli te dwa stereotypowe wyobrażenia kobiet niż opowieść o związku.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Skąd pomysł użycia wycinanek (cut-outs)? Nam ta technika kojarzy się z pracami, które robiliśmy na zajęciach plastyki w szkole. Czy tobie też wycinanki przywodzą na myśl dzieciństwo?

 

DW: Tak! A zabawa jest dla mnie bardzo ważna w procesie artystycznym - zaczęłam od robienia wycinanek, które umieszczałam w domkach dla lalek wykonanych z kartonowych pudełek - wyglądałybardzo dziecinnie i dzięki temu zaczęłam myśleć o zabawie i odgrywaniu ról płciowych, a także odtworzyłam niektóre zabawy w przebieranki, jakie pamiętam z dzieciństwa. Teraz używam wyciętych sylwetek naturalnej wielkości, które mniej kojarzą mi się z dzieciństwem - chyba dzieciństwo wywołuje u mnie skojarzenie ze zminiaturyzowanymi rzeczami, a moje wycinanki w dorosłych rozmiarach byłyby dla dziecka dość przerażające!

 

MP: Mówi się, że obraz jest wart tysiąca słów. Ty jednak zamieszczasz w swojej internetowej galerii opisy, interpretacje swoich prac, przedstawiasz stojącą za nimi filozofię. Czy boisz się, że same zdjęcia się nie obronią lub mogą zostać zrozumiane opacznie?

 

DW: Raczej nie, myślę, że te fotografie są w pewien sposób dość proste w odbiorze - zamieszczam na mojej stronie tekst, bo niektórzy lubią poznawać intencje artysty albo obszar jego zainteresowań - pozwala to odbiorcy patrzeć na moje prace, tak, jak ja - i zgodzić się lub nie z moim punktem widzenia. Ale nie sądzę, żeby dodawanie tekstu do prac było ważne - w galeriach wolę zostawić interpretację widzom - w końcu to ich zadanie!

 

MP: Ile jest w twoich pracach ekshibicjonizmu, a ile voyeuryzmu?

 

DW: Bardzo dużo, interesuje mnie koncepcja mówiąca, że voyeuryzm i ekshibicjonizm to dwie strony tej samej monety. Według psychoanalizy ekshibicjonista nie czerpie przyjemności po prostu z samego aktu obnażania się  - przyjmuje punkt widzenia swojej ofiary i wyobraża sobie, że ogląda się jej oczyma. To voyerystyczna przyjemność, ale obiektem spojrzenia jest sam podglądacz i potrzebuje on drugiej osoby, poprzez którą ukierunkuje swoje spojrzenie.  Hmmm, to brzmi znajomo -  twoje własne ciało staje się dla ciebie obiektem, kiedy taksujesz je badawczo... pokazujesz je innym i obserwujesz, jak oni na nie patrzą...

 

 

 

 

 

 

MP: Fotografujesz swoje instalacje - wycięte sylwetki umieszczane w przestrzeni miejskiej. Co jest dla ciebie ważniejsze - pierwotna instalacja czy jej zdjęcie?

 

DW: Ważniejsza powinna być instalacja. Nakręciłam krótkie filmiki, w których starałam się odtworzyć wrażenia przechodnia natykającego się na te wycinanki. Część tych filmów wypada całkiem przekonująco i się sprawdza, ale niektóre instalacje, żeby odpowiednio działały na odbiorcę, wymagają ustalonego punktu widzenia, więc dobrze funkcjonują tylko jako fotografie. Zatem odpowiedź brzmi: to zależy, na ile sama instalacja się sprawdza...

 

MP: Miejsca, które wybierasz dla swoich instalacji i rejestrujesz na zdjęciach to często przestrzenie jakby na marginesie miejskiego życia - brudne zaułki, puste klatki schodowe, korytarze, parkingi. Czasem umieszczasz postacie w bardziej 'uczęszczanych' przestrzeniach. Czym się kierujesz wybierając miejsca do swoich instalacji?

 

DW: Wydaje mi się, że te wybory są częściowo estetyczne - widzę jakąś przestrzeń i wyobrażam sobie w niej moją instalację. Ale przeważnie wybieram przestrzenie przejściowe, takie jak klatki schodowe i przejścia podziemne, które istnieją tylko po to, żeby można się było nimi przemieścić z jednego miejsca do drugiego - to przestrzenie, przez które się przechodzi, bez zatrzymywania się na dłużej, więc myślę, że potęgują one u widza poczucie voyeuryzmu, bycia podglądaczem - widz jest zmuszony do przejścia obok obejmującej się pary ze względu na zamknięty i jednokierunkowy charakter tej przestrzeni - nie może pójść dokądś indziej.

 

MP: Jakie reakcje mają przypadkowi widzowie tych prac? Czy zdarzają Ci się jakieś ciekawe sytuacje w związku z ich montażem w przestrzeni publicznej?

 

DW: Reakcje są różne - w Londynie i prawdopodobnie w całek Wielkiej Brytanii ludzie zazwyczaj patrzą podejrzliwie, ale nie wychylają się i nie zadają pytań. Ostatnio spędziłam 3 miesiące w Paryżu i tutaj reakcje były zupełnie inne - kiedy instalowałam wycięte sylwetki albo je dokumentowałam, przechodnie zatrzymywali się, żeby zrobić zdjęcie albo zadawać pytania - byli przyjaźni i wydawali się rozbawieni.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Wycięte postacie często układasz w postaci leżącej czy siedzącej na ziemi. Takie umiejscowienie niesie za sobą wiele, głównie przykrych skojarzeń. Na ziemi leżą ludzie bezdomni, pijacy lub chorzy. Jakie znaczenie ma ten układ?

 

DW: Myślę, że te pozycje sugerują bezbronność i bezradność, ale nie dlatego się na nie decyduję. Często wybieram je z powodów praktycznych - co mogę zrobić z moją wycinanką i czy będzie to wyglądało przekonująco, czy nie. Wydaje mi się, że w serii 'Beneath the Surface'  wycinanka staje się aktywniejsza - a przynajmniej robi się interaktywna w relacji z mężczyzną, więc pozycje są bardziej różnorodne. We wcześniejszych pracach wycinanka była bardziej bierna i często umieszczałam ją w pozycji leżącej, eksponując ją dla mężczyzny / widza.

 

MP: W twojej galerii znaleźliśmy zdjęcia z instalacji w krakowskiej Nowej Hucie. Powiedz nam coś więcej o tym projekcie. Jak ci się pracowało w Polsce?

 

DW: W Polsce było świetnie! To była wystawa grupowa studentów z mojego kursu w Royal College of Art. Odbywała się w nieużywanych pomieszczeniach teatru. Mogliśmy tam zostać tylko tydzień, więc stworzyliśmy prace, które można było usunąć po zakończeniu wystawy. To nam pozwoliło na eksperymenty i odejście od ograniczeń białych sześciennych przestrzeni i białych rękawiczek. Sama i kolumnami. Chciałam stworzyć coś raczej w tej przestrzeni niż na ścianach, więc po raz pierwszy zainstalowała swoją wycinankę jako obiekt trójwymiarowy.

 

MP: Co cię inspiruje?


DW: Na pewno są rzeczy, które mnie inspirują... ale jeśli mam być zupełnie szczera, to chyba to, co daje mi impuls do tworzenia moich prac nie jest inspiracją, ale wynika z mojego rozczarowania i niezadowolenia z wielu rzeczy w życiu! Rozczarowanie i pozbawienie złudzeń - to mnie inspiruje w mojej twórczości!

 

MP: Co cię ostatnio rozśmieszyło?

 


DW: Mnóstwo rzeczy, a ostatnio zwłaszcza Twin Peaks - jestem w połowie drugiego sezonu i ciągle wybucham głośnym śmiechem, mimo całej dziwności tego serialu.

 

 

 


 
Więcej prac Dawn Woolley mozna obejrzeć na jej stronie: www.dawnwoolley.com

  

 

 

 

Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie.