ESCAPISTA
21.02.2009 ESCAPISTA w wywiadzie z Modern Photo:
.jpg)
MP: Jesteś bardzo tajemniczym twórcą – nie ujawniasz nazwiska, swoje prace sygnujesz pseudonimem „escapista”. Skąd ta tajemnica?
E: Wbrew pozorom nie ma tu żadnego ukrytego znaczenia. Do tej anonimowości nie dorabiam żadnej ideologi czy filozofii. Po prostu chcę by moje zdjęcia mówiły za mnie.
MP: Od czego / przed czym ucieka escapista?
E: Jedyną rzeczą od której czasami chcę naprawdę uciec jestem ja sam.

MP: Na pewno w zachowaniu takiej tajemnicy i pozostaniu anonimowym pomaga możliwość prezentowania swoich prac w Internecie. Na ile ważne jest dla ciebie to medium? Czy gdyby nie Internet, nie byłoby escapisty?
E: Prezentowanie stron w Internecie pomaga mi oraz innym artystom na wiele sposobów. Po pierwsze umożliwia nam to nam zaprezentowanie naszej twórczości szerszej widowni. Kiedyś, jeśli miałeś szczęście, mogłeś znaleźć galerię, która chciałaby zaufać twojej twórczości oraz okazać wolę prezentowania tego lokalnie. Ale tak naprawdę wszyscy jesteśmy wracającymi na siebie uwagę dziwkami. Internet daje umożliwia nam prezentowanie naszych prac i jeśli mamy szczęście i jesteśmy wystarczająco dobrzy to jesteśmy doceniani przez ludzi na całym świecie.

MP: Na swojej stronie piszesz, że to nie ty wybierasz tematy zdjęć, ale to one wybierają ciebie („ciągną escapistę za kurtkę, o ile ma ją na sobie”). Czy atakują cię znienacka? Czy też robią długie podchody, osaczają cię, a może kokietują?
E: Jestem atakowany różnego rodzaju wizualnymi informacjami każdego dnia. Zresztą tak jak wszyscy na tej planecie. Nie ma jednej osoby, która by była w stanie ochronić wzrok i umysł przed zewnętrznymi wpływami. Dlatego oczy artysty powinny umiejętnie to wszystko filtrować i spróbować to indywidualne spojrzenie prezentować.
MP: Głównym tematem twoich prac jest samotność. Czy uważasz, że jest ona powszechnym doświadczeniem człowieka? Ważnym, a może kluczowym, elementem tego doświadczenia?
E: Dorastałem jako najmłodszy członek mojej rodziny i moim największym lękiem z dzieciństwa było czy przetrwam moich wszystkich bliskich i przypadkiem nie zostanę sam na tym świecie. Widzę samotność jako konsekwencję straty i śmierci.
MP: Można zauważyć dużą wszechstronność w tematach które pokazujesz; krajobraz, portret z jednej strony, z drugiej cykle bardziej konceptualne. Dokąd zmierzasz w swoim języku fotograficznym? Jest to etap ciągłych poszukiwań czy może już znalazłeś swoja drogę wyrazu?
E: Ciągle szukam i szczerze mówiąc mam nadzieję, że nigdy tego nie znajdę.

MP: Projekt „Mr. Lonely” opowiada o samotności, ale to także zabawna historia. W innych twoich pracach także nie brak humoru i ironii, chociażby w zestawieniu zdjęć z podpisami. Humor jest lekiem na samotność?
E: Nie wiem czy to właściwa recepta dla każdego, ale mi na pewno daje energię i siłę do pokonywania wszelkich życiowych problemów i trudności.
MP: Mr. Lonely wystąpił także w śmiesznym filmiku „La nature est un brute bete”. Czy jest on alter ego escapisty? Czy powróci w kolejnych projektach?
E: On jest zdecydowanie moim Nemezis. Mr. Lonely jest tym dla mnie kim Robert De Niro dla Martina Scorsese, Dionne Warwick dla Burta Bacharda czy Silver Surfer dla Galactusa.
MP: W twoim portfolio z pracami przedstawiającymi puste przestrzenie miejskie i samotne krajobrazy kontrastują portrety ludzi, często pełne ciepła i subtelnego humoru. Aparat fotograficzny jest twoim łącznikiem z ludźmi, czy przeciwnie, zasłoną, za którą się chowasz?
E: Robienie portretów zdecydowanie umożliwia ci zbliżenie i połączenie się z ludźmi w wyjątkowy i subtelny sposób. Bardziej skłaniasz się do pracy niczym naukowiec przed okularem mikroskopu. Robienie plenerów, widoków daje ci z innej strony wejście prosto w ramy rekonstrukcji, w moim przypadku w pustkę danego tematu.

MP: W serii „Small worlds” mamy ciekawy efekt miniaturyzacji naszego świata – ludzie wyglądają jak lalki, budynki i przedmioty jak zabawki. A jednocześnie pierwsze zdjęcie cyklu to obraz dość niepokojący: utrzymane w żywych kolorach zdjęcie przedstawia cmentarz pełen bezimiennych grobów. Czy możesz opowiedzieć coś więcej o tym projekcie?
E: To był jeden z pierwszych projektów, nad którym pracowałem kiedy zaczynałem fotografować. Bycie tym, który patrzy w obiektyw sprawiło, że poczułem się jak dziecko w piaskownicy tworzące swój własny świat z całym apanażem jego świateł i cieni.

MP: Zrealizowałeś dwie serie o boksie (jedną męską „Corrido de boxeo” i wersję damską „Fightin' pussies”). Co takiego dostrzegłeś w boksie, albo odwrotnie, pamiętając, że to tematy wybierają ciebie - co takiego jest w escapiście, że temat boksu mu się narzucił?
E: Te fotografie zrobiłem w najstarszej Sali gimnastycznej w Trieste we Włoszech. To miasto ma swoje tradycje i sławy związane z boksem. Trenowali tam Nino Benvenuti, mistrz wagi średniej w latach sześdziesiątych oraz Tiberio Mitri, który stracił swoją główną szansę w mistrzowskim pojedynku z Jakiem LaMotta w 1950.
Najsilniejszym doznaniem kiedy wszedłem do tej sali był cios zadany mi przez smród, który tam panował. Była to przejmująca mieszanka potu i feromonów, która działała tak jak płachta na byka. Następnie zacząłem doceniać klimat tego mikrokosmosu, gdzie każdy miał swój własny kąt bez podziałów na klasy społeczne, wiek czy płeć. Pierwiastka ludzkiego tej sali nadawała stara kanapa, która bez wątpienia widziała wiele zwycieskich i przegranych walk i pochodziła ze stron książki F.X. Toole’a, piętnastolatka, młodej krwi, który słuchał swojego trenera tak jak Mojżesz słuchał na pustyni. Jest też tam trzydziesto kilkuletni prawnik, który dorastał otoczony mitem Rocky’ego Balboa oraz osiemnastolatki, która za wszelką cenę stara się przegrać walkę ze swoimi trzema starszymi braćmi. Jest też starszy człowiek trenujący ruchy jak gdyby w zwolnionym tempie, coś na kształt Tai-Chi i wszyscy rozmyślają nad przeszłością. Wtedy właśnie nadzieja wszystkich umiejscowiona jest w tej sali. Jedynej, która wzbudza podziw, nadzieje, na której skupione są wszystkie oczy. Czy będzie w stanie przywrócić nas na szczyt świata.
Boks jest najbardziej demokratycznym sportem na ziemi. Jak miał w zwyczaju mawiać Floyd Patterson – “ To jak bycie zakochanym w kobiecie. Może być niewinna, może być podła czy nawet okrutna ale to nie ma znaczenia. Jeśli ją kochasz to ją pragniesz nawet jeśli jest w stanie zdać ci cierpienie każdego rodzaju. Tak jest właśnie ze mną i boksem. Często daje mi to dużo cierpienia ale kocham to.”

MP: Nad czym teraz pracujesz? O jakich nowych projektach myślisz?
E: Obecnie pracuje nad dwoma projektami. Jeden jest związany z portretem, a drugi jest narracyjny, opowiada pewną historię. Dam wam znać tak szybko jak tylko będą gotowe.
MP: Co cię ostatnio rozśmieszyło?
E: Wiele rzeczy. Przyjaciele, dzieci, nieustanna ludzka głupota. Jak zwykle.
Więcej prac ESCAPISTY można obejrzeć na jego stronie: www.escapista.net
| |
Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie. |
