KATE BERNAUER
23.06.2009 KATE BERNAUER w wywiadzie z Modern Photo:
MP: W dużej mierze zajmujesz się fotografia inscenizowaną. Widać dużą staranność przy aranżacji sceny, światła oraz ustawień modeli przy tworzonych przez ciebie sytuacjach. Twoje zdjęcia są niezwykle dopracowane kompozycyjnie. Jakiego rodzaju przygotowania i wykształcenie posiadasz?
KB: W 2006 roku ukończyłam studia licencjackie na kierunku fotografia na Griffith University at the Queensland College of Art in Brisbane. Jednakże, od zawsze fascynowała mnie kinematografia i kino w różnych aspektach tej sztuki. W szkole średniej moją pasją był teatr i aktorstwo. Myślę, że w moich pracach czuć tę tęsknotę za ruchomym obrazem oraz stylistyką teatralno-filmową.

MP: Twoje prace są w pierwszym odbiorze bardzo optymistyczne, żeby nie powiedzieć humorystyczne. Sytuują się gdzieś pomiędzy stylistyką surrealistyczną i konceptualną. Ale podczas rozszyfrowywania twoich inscenizacji i podążając za znakami narracji brutalnie wdziera się głębsza refleksja. Czy jest jakiś ogólny przekaz, który charakteryzuje twoje zdjęcia? Czy na każdy z cykli należy spojrzeć odrębnie?
KB: Nie ma jakiegoś świadomego związku łączącego wszystkie moje prace, ale uważam, że w przypadku każdego artysty, można mówić o pewnych podobieństwach łączących jego prace. Jedno dzieło jakby przenika przez drugie, w pewnym sensie uzupełnia je. Sądzę, że przewodnim tematem w mojej pracy jest miejsce jednostki w otaczającym go świecie. Oczywiście nie odmawiam sobie przy tym, dużej dawki absurdu, który jest moim zdaniem nierozłączny i istotny w przedstawianym przeze mnie obrazie świata.

MP: W każdym z twoich tematów pojawia się wewnętrzne odosobnienie bohaterów. Koncentrujesz się wyłącznie na jednej postaci na scenie. Pojedyńcze postacie są metaforą? Czego? A może są próbą przekazania myśli o nieumiejętności porozumiewania się między ludźmi? Czy może mają bardziej uniwersalne, szersze przesłanie?
KB: Odkryłam, że jeśli w moich scenach pojawia się więcej niż jedna postać to obraz, który wtedy powstaje opowiada raczej o wzajemnej relacji tych postaci. Nie jest to moją intencją i celem i staram się tego unikać ponieważ moje zdjęcia opowiadają o zmaganiach z absurdami codzienności, z którymi na ogół i w różnej formie, wszyscy mamy do czynienia. Absurdami, które na pierwszy rzut oka bywają całkiem zabawne i śmieszne, ale bywają również niezwykle poważne a nawet tragiczne. Odkryłam, że łatwiej i znacznie bardziej precyzyjnie jest mi przekazywać idee zawarte w moich zdjęciach, gdy skupiam się na pojedynczych bohaterach.
MP: Intrygująca sprawą jest dla nas wybór modeli. W przeważającej większości są to ludzie bardzo młodzi, w pewnym sensie zwyczajni lecz przedstawiając ich w swoich fotografiach nie odmawiasz im elementu tajemnicy. Jak znajdujesz swoich modeli i czym się kierujesz przy ich wyborze?
KB: Staram się dobierać modeli tak aby byli w pewien sposób zwyczajni, nie posiadający jakiejś wyrazistej osobowości ani stylu, ponieważ sądzę, że ułatwia to ludziom identyfikowanie się z postaciami ze zdjęć. Stwarzam przez to pewien poziom empatii co pozwala na wczucie się w rolę moich bohaterów, w ich miejsce czy sytuację. Zupełnie jak podczas czytania książki - na ile pozwala nam wyobraźnia, stawiamy się w roli jej bohaterów próbując wejść w ich świat. Oczywiście nie pozbywając się własny poglądów. Wiele razy wybierając modeli, zdawałam się na intuicję decydując o tym czy dana osoba będzie pasowała do danej roli. Myślę, że ma to związek z pewnym spokojem, który w nich odkrywam.

MP: Jak długo trwa i jak wygląda etap tworzenia przez ciebie fotografowanej sceny? Interesuje nas proces powstania pomysłu oraz etap produkcyjny.
KB: Cóż, to już zależy od konkretnego przypadku. Niektóre z moich fotografii wymagają wielu przygotowań. Zwykle praca nad zdjęciem zaczyna się od jakiegoś pomysłu lub pojedynczego obrazu, który wpada mi do głowy. Od tego momentu zaczynam rozwijać go za pomocą szkiców i notatek, zgłębiam temat długo zanim wpadnę na coś, co będzie miało potencjał jako fotografia. Kiedy przychodzi mi do głowy jakiś bardziej szalony pomysł, zwykle miewam problemy logistyczne typu: 'Jak na do licha uda mi się skonstruować to?' Rzadko kiedy mam jednego lub dwóch asystentów, co jest podyktowane niskim budżetem, więc niekiedy jestem zmuszona zmieniać mój pomysł na coś bardziej praktycznego. W większości przypadków moje pomysły udaje mi się realizować tak jak zaplanowałam, ale zdarza mi się, że efekt nie jest zadowalający. Wtedy muszę robić zdjęcia ponownie i tak długo nad nimi pracować, tak je przerabiać, aż spełnią moje oczekiwania. Jeśli jednak nie udaje mi się osiągnąć pożądanego efektu rezygnuję. Bywają takie sesje, kiedy podczas zdjęć sprawy nie podążają tak jak je zaplanowałam. Wtedy muszę improwizować a efekty tej improwizacji często dają wspaniałe i niespodziewane rezultaty w postaci świetnych zdjęć.
MP: Serie twoich prac nie są długie i koncentrują się na kilku zdjęciach w cyklu. Czy są to zamknięte całości czy systematycznie je rozbudowujesz?
KB: Mam założenie systematycznego rozwijania moich serii.

MP: Urodziłaś się i pracujesz w Australii. W swoim cyklu 'I'll be home in time for dinner' odnosisz się w sposób bardzo bezpośredni do kwestii ochrony środowiska naturalnego i funkcjonowania człowieka w coraz bardziej niszczonym przez niego samego świecie. Niestety mamy wrażenie że w Europie relacja człowieka z naturą systematycznie zanika. Człowiek coraz bardziej zamyka i ogranicza się na rzecz życia w przestrzeni miejskiej. Oczywiście generalizuję ponieważ jest to bardzo szeroki temat. Ty w swoim przekazie odwołujesz się do rejonu Australii czy masz na myśli szerszy kontekst?
KB: Nie, oczywiście nie skupiają się one wyłącznie na Australii i mam nadzieję, że ich wymowa jest bardziej uniwersalna. Myślę, że są to sprawy na tyle globalne, iż większość ludzi może się do nich odnieść w taki czy inny sposób.

MP: Czuć pewien ogólny stan napięcia, który towarzysz przy oglądaniu twoich prac. I jest on stały dla wszystkich twoich zdjęć. Czuć w nich niepokój i samotność oraz uniwersalne bo dotyczące nas wszystkich problemy egzystencjalne. Twoje inscenizacje raczej nie służą ukazaniu sceny fantastycznej a raczej takiej, która niesie z sobą psychologiczny sens.
KB: Tak, to prawda. Są one poetycką metaforą absurdów codziennej egzystencji. Myślę, że działają one na dwóch poziomach. Pierwszy to początkowa puenta sytuacji, natomiast pod tą wierzchnią warstwą komizmu jest coś co nawiązuje do głębszej idei którą chcę przekazać.
MP: Bardzo nam się podoba tryptyk 'Closer'. Możesz nam opowiedzieć coś więcej o ideii i pracy nad tym cyklem?
KB: 'Closer' to seria zdjęć osadzona w przestrzeniach przejściowych, które istnieją w środowiskach i przestrzeniach miejskich. Są to miejsca budowy, puste parcele budowlane, place zabaw i wodociągi. W tym projekcie starałam się zastąpić ludzi przedmiotami. Te obiekty ''bez miejsca'' wchodzą w krajobraz tworząc osobliwą i żywą dramaturgię. Albo zaczynają żyć własnym życiem, albo są tylko pozostałościami po czymś bardziej niezwykłym? Statki i poduszki są metaforą naszych nadziei i marzeń. Aparat opowiada o tym jak każdy z nas odbiera świat. Ostatecznie, walczymy o to aby być ''Bliżej' naszych ludzkich oczekiwań i aspiracji.

MP: Przez fakt, że zazwyczaj sytuujesz swoje historie w nocnej scenerii oraz wewnętrzną określoną symbolikę odnosi się wrażenie braku bezpieczeństwa. Twoi bohaterowie z jednej strony ujawniają swoje uczucia i pokazują swój prywatny świat. lecz z drugiej odsłaniają nieumiejętność wpisania się w role, które przypisują im inni. Odkrywają przed nami świat współczesnej niepewności i zagubienia, w którym jesteśmy zdani tylko na siebie. Skąd tyle pesymizmu. Jak byś chciała żeby odbierano twoje zdjęcia?
KB: Komedia i tragedia, radość i smutek przeplatają się w naszym życiu. Są one czymś, co wszyscy dzielimy i przeżywamy - a zarazem to zaledwie fragment naszej podróży przez życie. Moim zamiarem nie jest pesymistyczna wizja świata. To, w jaki sposób posługuję się światłem ma za zadanie tylko nadać moim zdjęciom pewną teatralną lub filmową jakość, która jest charakterystyczna dla snów. Moim celem jest nadanie im takiej dramaturgii, która uwypukli ich poetycki charakter. Faktem jest, że często przedstawiam coś w rodzaju wewnętrznych zmagań, ale celowo pozostawiam moje sceny niedomkniętymi i niedopowiedzianymi tak, aby ludzie mogli je dowolnie interpretować. Oczywiście interpretacja ich może być zarówno pozytywna jak i negatywna, w zależności od tego, co chce lub może się w nich dostrzec.
W moich pracach wideo narracja jest inna, bardziej rozbudowana. Tutaj, postacie wciąż mają swoje zmagania, ale udaje im się z nimi uporać i puenta jest zamknięta.
MP: Wybierasz raczej kompozycje bardzo statyczne i oszczędne, wzbudzające tym samym pewien niedosyt. Stwarza to wrażenie nawiązania do stylistyki czy formy filmowej. Chwytasz i przedstawiasz w pewnej dynamice moment za którym coś się kryje, coś wydarzy. Skąd czerpiesz swoje inspiracje? Co prowokuje cię do tworzenia?
KB: To trudne pytanie. Myślę, że inspirację daje nam tak wiele różnych rzeczy, że czasami aż ciężko powiedzieć skąd one się biorą. Na pewno istotne dla mnie są inspiracje kinem i literaturą. Również zawsze miałam bardzo żywe, jaskrawe sny, z których również czerpię natchnienie. Zdarza mi się również czerpać inspirację z tych szalonych rzeczy, które ludzie czasami robią. Tych dziwniejszych niż fikcja historii, o których czytamy przy okazji przyznawania Nagród Darwina lub w rubrykach gazet: ''Dziwne, ale prawdziwe'.

MP: Cyfrowa fotografia jest już standardem, ale jest niewielu artystów którzy potrafią świadomie kontrolować to medium. Czy ty jesteś wierna tradycyjnej, analogowej fotografii? Ciekawi nasteż jak wykonujesz swoje zdjęcia oraz odbitki. Sama wywołujesz negatywy i odbijasz printy, czy korzystasz z usług profesjonalnego printera? Jeżeli tak, to ciekawi nas bardzo jak wygląda taka relacja?
KB: Robię zdjęcia przy użyciu klisz średniego formatu, które później skanuję do dużego formatu. Z tych cyfrowych plików drukuję cyfrowo obrazy. Od czasu do czasu zdarza mi się cyfrowo przerabiać moje zdjęcia, chociaż zawsze staram się uzyskać pożądaną scenę już przy robieniu zdjęć. To jest moim zdaniem najbardziej logiczna i zarazem najłatwiejsza metoda pracy.
MP: Carrtier-Bresson twierdził, że świat wokół nas jest tajemniczy i niezrozumiały i fotograf powinien stawiać sobie za celu udokumentowanie tej tajemnicy, a może w odróżnieniu od tej opinii powinien starać się go uporządkować?
KB: Cóż, moim zdaniem dokumentowanie jest wciąż konstruowaniem - subiektywnym postrzeganiem świata przez fotografa. W przypadku fotografii dziennikarskiej nie da się oczywiście uciec od dyskusji na temat tego jakie powinny być proporcje miedzy dokumentowaniem a manipulacją/konstrukcją. Oraz tego czy zdjęcie jest jeszcze prawdą czy już nie. Myślę, że to są bardzo ważne sprawy w przypadku pracy reporterskiej. Dla mnie, aparat jest zawsze subiektywny, i również myślę, że świat jest tajemniczy, aczkolwiek dalej uważam, że nawet dokument, który z zasady ma być obiektywny, jest nieuchronnie konstrukcją. Zasadniczo rzecz ujmując, obraz to przekazywanie pewnej idei, uczucia lub momentu. Twierdzę, że gdy próbujemy udokumentować coś, co jest tajemnicze, nieuchronne jest to, że tym samym próbujemy również nadać temu jakiś sens. Dzieje się tak chociażby tylko przez to, że zwracamy na coś uwagę.

MP: Co było tym decydującym, pierwszy impulsem, który wciągnął cię w sztukę fotografii i co cię pociąga w sztuce video, którą również się zajmujesz?
KB: Zaczęłam robić zdjęcia jeszcze jako dziecko. Moja matka pokazała mi jak posługiwać się jej ręcznym (manualnym) SLR. Mając zaledwie cztery lata bardzo dobrze pamiętam nawijanie swojej pierwszej kliszy w naszym ogródku. Pamiętam to uczucie ekscytacji i zdumienia towarzyszące kadrowaniu świata przez tą małą soczewkę. Pamiętam też wrażenie posługiwania się tym dziwnym przedmiotem, jakim był aparat, magicznie intuicyjnym a zarazem bardzo technicznym. Zawsze fascynowała mnie fotografia ale wiele czasu minęło zanim zaczęłam traktować ją jako swój sposób na życie.
Sztuka wideo jest tak naprawdę tylko pochodną fotografii w moim przypadku. To coś z czym chciała bym związać się bliżej. Coś co jest dla mnie naturalną konsekwencją i rozwojem.
MP: Nie sztuką jest zrobić pojedyńcze zdjęcie, ale sztuka jest opowiedzieć historię. Czy już wiesz jakie będą Twoje nowe historie?
KB: Mam pewne pomysły nad którymi obecnie pracuję, ale nie mogę nic więcej o nich powiedzieć, ponieważ nie ma pojęcia dokąd one zmierzają w tym momencie. Chciałabym też intensywniej zająć się filmem i animacją, bo bardzo mi się to podoba.
MP: Co sprawiło, że ostatnio się śmiałaś?
KB: Myślę, że ostatnio czymś, co sprawiło, że uśmiałam się do rozpuku, była gra Pictionary. Gramy w nią z przyjaciółmi. Jest to gra, w której zadaniem gracza jest odgadnięcie kryjących się za różnymi obrazkami haseł. Obrazki te są niezwykle zabawne! Mam również słabość do filmów dla dzieci. Bardzo mi się podobały 'Surf's Up' i 'Kung Fu Panda'. Są świetne.
Więcej prac KATE BERNAUER można obejrzeć na jej stronie: www.katebernauer.net
KATE BERNAUER: Młoda Australijska fotografka nawiązująca w swojej sztuce do tradycji surrealistycznych. Interesuje ją zarówno współczesna fotografia jak i sztuka video. Zdjęcia Bernauer budują narrację nawiązującą do poetyki snu, kreując rodzaj współczesnej baśni. Fotografie z dużym ładunkiem ironii, nie są jednak pozbawione głębszych treści. Głównym przekazem jej fotografii jest relacje i miejsce jednostki w otaczającym go świecie.
Szczególnie dziękujemy Markowi Jakubiakowi za wkład w tłumaczenie tekstu.
| |
Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie. |
