JEFFREY STOCKBRIDGE

15.08.2009 JEFFREY STOCKBRIDGE w wywiadzie z Modern Photo:

 

 

 

 

 

 

MP: Twoje zdjęcia są bardzo przemyślane, zwłaszcza w sferze idei. Wykorzystujesz w swojej pracy wielkoformatowy aparat, który jak wiadomo wymaga przygotowania i czasu na zrobienie zdjęcia. Jakiego rodzaju doświadczenie i wykształcenie posiadasz?

 

JS: Ukończyłem Drexel University w Filadelfii na wydziale fotografii. Uczelnia ta kładzie ogromny nacisk na aspekt techniczny i warsztatowy w podejściu do fotografii. Po ukończeniu szkoły pracowałem jako asystent dla fotografa specjalizującego się w fotografii architektury, który później został moim mentorem. To zajęcie niezwykle poszerzyło mój punkt widzenia jeżeli chodzi o problematykę fotografii oraz rozwiązywania aspektów z nią związanych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Jak narodziły się twoje cykle The Divine Lorraine i Occupied i charakterystyczna dla nich konwencja?

 

JS: Rozpoczęło się to w 2005 w okresie kiedy kończyłem szkołę. W tym okresie Divine Lorraine był pobocznym projektem, który zaczął powstawać w 2006. Ten budynek jest swoistą ikoną w Filadelfii. Kompletnie nie pasuje do otaczającej go reszty budynków na obrzeżach getta w północnej części tego miasta. Posiada również swoją niesamowitą historię więc kiedy tylko nadarzyła się okazja uwiecznienia go zrobiłem to. Pracowałem nad nim nieprzerwanie przez 3 dni, a rezultat można zobaczyć na mojej stronie.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Mam wrażenie że koncentrujesz się bardziej na kontemplacji niż konfrontacji. Twoje prace na pewno nie trafiają do widza wprost i wymagają poznania kontekstu i oswojenia się z nim. To wymaga czasu. Oczywiście dla mnie są one bardzo atrakcyjne wizualnie i mam pełną świadomość trudności i wyzwania jakie niesie ze sobą przedstawianie tego typu kadrów. Ale czy nie takie samo wyzwanie stawiasz przed widzem?

 

JS: Zdecydowanie traktuje moje prace jako wyzwanie dla widza. Moją intencją jest sprowokowanie widza, próba nakłaniania go do zastanowienia i głębszej refleksji. Fotografuje smutne i rozpadające się konstrukcje w sposób ujawniający ich specyficzne piękno. To co w nich dostrzegam. To psychologiczna odpowiedź kierowana ku światłu, kolorom i formie, która je kreuje.

 

 

 

 

MP: Człowiek zawsze żył i żyje obrazem, twoje fotografie nie należą do optymistycznych i choć są bardzo ciekawe w formie. Wykorzystując „pokłony” w aparacie tworzysz wrażenie niezwykłej plastyczności, w pewnym sensie malarskiej. Skąd czerpiesz inspiracje? Czy znajdujesz inspirację w pracach innych fotografów?

 

JS: Inspirują mnie fotografowie, których praca jest zupełnie różna od mojej. Alec Soth, Eugene Richards, Bruce Davidson. To oczywiście tylko niektórzy.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Co kierowało tobą przy wyborze miejsc do twoich tematów. Długo szukałeś tych konkretnych miejsc? Jak wyglądają przygotowania do tego rodzaju plenerów?

 

JS: Moja praca jest formą autorefleksji na temat otaczającego mnie świata. W Filadelfii jest około 20,000 opuszczonych domów i są wszędzie. Było dla mnie czymś naturalnym zajęcie się fotografowaniem ich w celu zrozumienia tego gdzie żyje i kim jestem. Pracę rozpoczynam od swego rodzaju rozpoznania. Poznając moje sąsiedztwo bardzo łatwo jest natknąć się na opuszczony dom i wystarczy wejście do niego. Kiedy któryś z nich w jakiś sposób mnie poruszy robię z tego miejsca notatkę i wracam do niego przy odpowiednim świetle. Ale w prawie połowie przypadków wygląda to tak, że znajduje nowe miejsca akurat wtedy gdy światło i inne warunki są sprzyjające więc często od razu zabieram się do pracy.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Myślę, że trudno odbierać twoje zdjęcia w kontekście jednostkowym tylko trzeba spojrzeć na z poziomu całych cykli. Jakiego rodzaju przesłanie i emocje chcesz przekazać w swoich zdjęciach? Czuć w nich pewne emocjonalne napięcie, odczucia związane z z ludzkim przemijaniem, upływem czasu. Na co chcesz szczególnie zwrócić uwagę przez swoje zdjęcia?

 

JS: Tematy mojej pracy obracają się wokół żywotów domów czyli pozostałości po dawnych rezydentach. Jest to dla mnie punkt wyjścia aby komunikować sens życia i piękna w mojej pracy. Każdy mieszkał w jakimś domu w pewnym momencie swojego życia. Kiedy już jakiś zamieszkujesz automatycznie nawiązujesz z nim pewną komunikację tyle że nieświadomą. Stąd moja praca jest wynikiem silnego powiązania pomiędzy mną i domami. Czuje obecność byłych mieszkańców i ich życie kiedy wkraczam do opuszczonego domu. Spoglądam na ściany tak jakby była na nich wyryta historia wszystkich rezydentów, którzy przewinęli się przez dom. Moim głównym zamierzeniem jest wywołanie w widzu najpierw uczuć potem myślenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: W czym tkwi, twoim zdaniem tajemnica dobrego zdjęcia?

 

JS: Jedną z rzeczy jakiej się nauczyłem jest zdanie: Szczęście sprzyja przygotowanym.

 

 

 

 

MP: Odczucie, że jakiś temat wydaje się interesujący i mogłabyś się jemu poświęcić, pojawia się intuicyjnie i spontanicznie czy raczej starannie się do niego przygotowujesz? W jaki sposób pracujesz?

 

JS: Działam spontanicznie. Rozpoczynam pracę nad swoimi projektami w efekcie silnego zauroczenia i podążam za nim przygotowując się i badając wszystko co konieczne by ją zrealizować.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Nie sytuujesz w swoich zdjęciach żadnych postaci. Poza oczywiście archiwalnymi. To świadomy zabieg wynikający z konwencji i konsekwencji twojego myślenia nad tematem?

 

JS: Tak. Postacie świadomie pomijam w pracach ponieważ moje cykle sprowadzają się do indywidualnego manifestu architektury domu. Za to mój nowy projekt jest cały poświęcony portretom i ukaże się w 2010.

 

 

 

 

MP: Fotografie wnętrz które przedstawiasz są mam wrażenie bardziej dokumentem, świadectwem życia a nie samym zdjęciem. Oczywiście twoje fotografie są bardzo atrakcyjne wizualnie ale wykraczają poza sam walor czystego obrazu. Czy manipulujesz elementami w zastanych wnętrzach, tworzysz swoją historię, kreujesz ją? Czy raczej przyjmujesz wszystko bez ingerowania w fotografowaną scenę?

 

JS: Wszystko co uwieczniam na fotografii jest dokładnie takie jak to zastałem. Nie ma moich zdjęciach żadnej manipulacji rekwizytami. Technika jaką stosuje to wszystko to co się dzieje w aparacie w momencie rejestracji obrazu. Jego ekspozycji i naświetlania.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Tworzysz zamknięte całości w ramach cykli zdjęć czy systematycznie je rozbudowujesz?

 

JS: Moje cykle powstają jako indywidualne projekty. Nie ma w nich jakiegoś systematycznego rozwoju.

 

 

 

 

MP: Czy poza zdjęciami wnętrz zajmujesz się również innymi rodzajami fotografii? Czy może ogólnie sztuki?

 

JS: Tak. Fotografuję cały czas więc można powiedzieć, że zajmuję się wszystkimi rodzajami fotografowania. Uwielbiam fotografować przyrodę i nieustannie uwieczniam na zdjęciach każdy dzień mojego życia swoim Hasslebladem.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: W swojej pracy wierny jesteś tradycyjnej analogowej fotografii. Jak wyglada ze strony technicznej twoja praca? Sam wywołujesz negatywy i robisz odbitki? Jak wygląda z twojej strony proces pracy w ciemni?

 

JS: Robię kolorowe zdjęcia w formacie 4x5. Dzięki temu uzyskuję najwyższą rozdzielczość za przystępną cenę. Następnie skanuje filmy do pliku cyfrowego przy zachowaniu największej ilości informacji, dużo większej niż tradycyjny druk może uzyskać. Z tych cyfrowych plików robię atramentowe wydruki o rozmiarach 24x30 cali do 40x50 cali. Ten proces pozwala mi zachować pełną kontrolę.

 

 

 

 

MP: Nad czym aktualnie pracujesz i kiedy można będzie zobaczyć tego efekty?

 

JS: Aktualnie kończę pracę nad serią poświęconą uzależnionym od narkotyków Filadelfijskich prostytutek. Praca jest portretowa i zawiera listy pisane o samych sobie przez fotografowane osoby.

 

 

 

 

 

 

 

 

MP: Czy zajmujesz się również fotografia komercyjną?

 

JS: Mam swoją firmę: Stockbridge Fine Art Print. Pracuje z fotografami i artystami robiącymi różnego rodzaju wystawy oraz portfolia. Ta robota się opłaca finansowo ale jest też walor dodatkowy. Poznaje i pracuje z wieloma wyśmienitymi artystami w Filadelfii i Nowym Jorku.

 

 

 

 

MP: Co sprawiło, że ostatnio się śmiałeś?

 

JS: Właśnie wróciłem z pieszej wycieczki po Kolorado i widziałem tam niesamowite ilości kozic skaczących po górach. Skakały wszędzie, również po całym obozowisku. Bardzo mnie rozśmieszyły.

 

 

 

 

 

 

 

 

JEFFREY STOCKBRIDGE - Amerykański fotograf, który swoje poszukiwania artystyczne koncentruje na zamkniętej przestrzeni. Szuka kompozycji w opuszczonych i zdewastowanych wnętrzach dokumentując upływ czasu i przemijanie. Jego zdjęcia są bardzo atrakcyjne wizualnie i kompozycyjnie, na pewno wyróżniają się w tego rodzaju fotografii. Fotograf wykorzystuje w swojej pracy duży format subtelnie bawiąc widza pokłonami i nieostrościami, jakie umożliwia to narzędzie.

 

Więcej prac JEFFREY STOCKBRIDGE można obejrzeć na jego stronie: http://www.jeffreystockbridge.com

Szczególnie dziękujemy Łukaszowi Juszczukowi za wkład w tłumaczenie tekstu.

 

 

 

 

 

Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie.