BOWNIK
03.09.2009 BOWNIK w wywiadzie z Modern Photo:
MP: Podejmujesz się różnych dziedzin sztuki, ale obracających się nieustannie wokół sztuki wizualnej. Zajmujesz się video Artem, net-artem, animacją i oczywiście fotografią. Czy możesz powiedzieć, czy któraś z tych dziedzin sztuki jest ci szczególnie bliska i dlaczego?
B: Dodam do tego jeszcze informacje, że w okresie istnienia kolektywu Ikoon w którym działałem pojawił się także performance, który prezentowany był zawsze jako dokumentacja fotograficzna lub video. Obecnie myślę tylko o projektach fotograficznych i to narzędzie preferuje.
MP: Studiowałeś filozofię i komunikacje multimedialną. Jaki wpływ miała dla ciebie taka edukacja i z perspektywy czasu czy uważasz, że była dla ciebie ważna? Jak ocenisz poziom kształcenia na uczelniach artystycznych w Polsce, mam tu na myśli zwłaszcza kierunki związane z nowymi mediami?
B: Filozofia i sztuka są ze sobą spokrewnione. Podważalne spojrzenie na rzeczywistość to podstawa tych dziedzin. Filozofia konstruuje obraz, więc staram się dowiedzieć jaki. Czasem jest to na tyle ciekawe, że przydatne. Natomiast studia na komunikacji medialnej w Poznaniu to czas na oczyszczenie własnej głowy z biblioteki obrazów, czyli wykonanie w zadanych tematach tego co zapożyczone z 'klasyków fotografii' wszystko po to by zacząć robić swoje obrazy. Ocena edukacji to trudna sprawa. Ofertę 'nowych mediów' mamy z innego czasu. Swoją edukację zakończyłem prawie 5 lat temu, wiec niewiele wiem jak jest dziś.

MP: Na początku września w Yours Gallery zostanie otwarta twoja wystawa „Gamers”. Temat prac tam prezentowanych koncentruje się na E-Sporcie związanym z polskim graczami w komputerowe gry sieciowe. Dlaczego zainteresował cię ten temat i jak długo trwały przygotowania do jego realizacji?
B: Wystawa składa się z dwóch projektów Gamers (portretów graczy ) i Sal treningowych ( pokoi w których ćwiczą ). Oba były robione w tym samym czasie. Przygotowania to wyczerpująca i najcięższa cześć projektu. Interesują mnie przemiany jakie zachodzą w kulturze pod wpływem elektroniki. W moim otoczeniu nie znam nikogo kto byłby e-sportowcem. Zacząłem jeździć na turnieje i namawiać graczy do udziału w projekcie. Oczywiście przebiegało to fatalnie. Założyłem sobie że fotografuję przekrój sceny gamingowej. Na początku fotografowałem tylko mniej znanych graczy, dopiero po upływie roku udało mi się sfotografować mistrza.
MP: Poruszasz w cyklu „Gamers”, ale jest to widoczne również w innych Twoich projektach, aktualne i współczesne tematy, które jednocześnie podlegają nieustannej ewolucji. Można w nich odkryć coś nowego, przez co są bardzo atrakcyjne i interesujące dla twórców. Trudno oprzeć się tendencji „młodych dokumentalistów”, która jest bardzo wyraźna w Twojej sztuce. Nie tworzysz wyrafinowanych estetycznie i plastycznie prac, ale raczej pokazujesz oszczędność i surowość bez specjalnych upiększeń formalnych. Odbiegasz od klasycznego porządku estetycznego, co sprawia, że treść w twoich zdjęciach jest znacznie istotniejsza od formy. Stawiasz przed widzem duże wyzwanie bardziej na poziomie intelektualnym niż wrażeniowym. Czy masz jakieś globalne założenie lub przesłanie, jakie towarzyszy twojej pracy i które poruszasz w swoich projektach? Czy może na każdą z Twoich realizacji należy spojrzeć odrębnie?
B: Jest jedynie pewien przedział tematów które mnie interesują np. styk technologii z kulturą, z codziennym życiem, lub mity o przyszłości. Dokumentuję i rekonstruuję przejawy kultury cyfrowej rozmijające się z medialnym wyobrażeniem o tej przestrzeni. Nie wiem kim są 'młodzi dokumentaliści', wydaje mi się, że moja praktyka widzenia jest mocno ugruntowanym przejawem współczesnych tendencji fotograficznych w sztuce. Ponadto w przypadku moich zdjęć pozostaje bardzo wyraźnie w ramach tradycyjnych gatunków.

MP: Twoje szczególne zainteresowanie tematami związanymi z oddziaływaniem zjawiska rozwoju przestrzeni elektronicznej w sferze kultury, rozrywki czy komunikacji międzyludzkiej jest dla mnie w pełni zrozumiałe. Uważam również, że jest to fantastyczny punkt zaczepienia do wyboru interesujących tematów. Ciekawi mnie jak i kiedy narodziła się Twoja potrzeba przedstawiania i dokumentowania tego poprzez działania twórcze?
B: Zauważyłem u siebie pewne anomalie podczas wpatrywania się w Odyseję kosmiczną S.Kubricka, oczywiście zlekceważyłem to, ale dreszcze i przyśpieszone bicie serca powracały, odpowiedzialne za to okazały się Blade Runner i papierowa Akira.
MP: „Gamers”, jako cykl zdjęć portretowych i wnętrz na pewno nie gloryfikuje zagadnienia związanego ze środowiskiem graczy komputerowych. Estetyka tego projektu zwłaszcza w sferze światła i koloru nie jest prosta w odbiorze, co powoduje, że zdjęcia budują nastrój niepokoju i pesymizmu. Zakładam, że jest to element świadomego wpływu na odbiorcę oraz stanowi on formę dokumentu oraz element konfrontacji z widzem. Skąd pomysł na przedstawienie tego tematu w takiej właśnie stylistyce?
B: Wielkoformatowe portrety to typologiczne spojrzenie na nowy wizerunek sportowca, który często poprzez elektroniczny sposób rywalizacji nie posiada odpowiednika fizycznego. Celem nie jest demaskowanie czy próba porównywania rzeczywistości z wyobrażeniem lub tez wizerunkiem wirtualnym konkretnych osób. To rodzaj dokumentu. Wybrałem obiektywizujący, zdystansowany i surowy sposób obrazowania. Nie korektowałem ich wyglądu, zależało mi na dosłownym przedstawieniu. Problemy z cerą, przebarwienia skóry, budowa ciała czy postawa, miały pozostać takie jakie są im przynależne. To taki świat niemieszczący się w tym co oferują nam oficjalne media czy reklama. Ponadto gracze używają avatarów na swoich profilach lub jakąś mało czytelną fotografie która ich przedstawia, grają w swoich klanach ale żyją w różnych przestrzeniach, czasem siebie nie znają, stąd decyzja o nie manipulowaniu ich wyglądem. Prostota formalna sprawia, że łatwo poddać się oczywistości oglądu. Ograniczyć się jedynie do potwierdzania tego co spodziewane.

MP: Pokazujesz dwie odrębne od siebie, ale spójne tematycznie części tego projektu. Jedna to portrety ukazujące w mojej ocenie zmęczonych i wyczerpanych „sportowców” w sposób bardzo bezpośredni i surowy. Nie ukrywasz przed widzem żadnej tajemnicy. Portrety te raczej starają się potwierdzać stereotypowy wizerunek gracza. Ciekawi mnie czy były wykonane podczas odrębnej sesji zdjęciowej, czy też może zastałeś swoich bohaterów w trakcie jakiś rozgrywek?
B: Z każdym graczem umawiałem się na spotkanie w studio albo, jeśli nie mógł, jechałem do niego by wykonać portret. W tym projekcie nie zestawiam gracza z pokojem, bardzo często nie wpuszczali mnie do swoich pokoi godząc się tylko na portret, lub odwrotnie. Na sesji portretowej wykonywałem kilka slajdów, jeżeli coś mi nie odpowiadało spotykałem sie ponownie. W trakcie rozgrywek bardzo jest trudno zrobić zdjęcia, to sport wiec gracze są skoncentrowani tylko na wyniku.

MP: Rzecz się ma inaczej w wypadku zdjęć „sal treningowych”, czyli domowych pokoi, jak mniemam sportretowanych graczy. Z jednej strony stanowią one standardowy widok na pokój nastolatka, z tym ważnym detalem, jaki stanowią elementy wyposażenia „sali treningowej”. Z drugiej zaś specyficzna plastyka tych zdjęć zwłaszcza w sferze koloru tworzy dziwną atmosferę. Jeden z moich znajomych porównał je do zdjęć fotografii archiwalnej, dokumentujących miejsce przestępstwa z archiwum milicyjnego polski lat 80. Ciekawi nas technologia związana z tym procesem. Jest to efekt krosowania diapozytywu czy może ten specyficzny kolor zdjęć osiągnąłeś w inny sposób?
B: Kolega dobrze wyczuł klimat. Dużo czytałem o technice zdjęć policyjnych: punk widzenia aparatu, rodzaj obiektywu. Analizowałem też wczesne fotografie XX wieku robione na miejscu zbrodni, lub wypadku. Tam występuje niepodrabialne dzisiaj światło z magnezji, bardzo ciekawe. Na zdjęciach pokoi chciałem mieć podobny efekt, na tyle mocno prześwietlić pomieszczenie by wydobyć zużycie wnętrza. Zadrapania na ciemnych przedmiotach, plamy na szafach, brudy na ekranie monitora. Z technicznego punktu widzenia to nie było proste gdyż musiałem w pokoju gracza przebywać często dłużej niż on sobie tego by życzył. Pojawiałem się z dużą lampą Elfo 500 i błyskałem 20 czasem 50 razy na jedno naświetlenie, wszystko zależało od rozmiarów przestrzeni. Oczywiście męczyłem tak slajd, który został wywołany odpowiednio w procesie negatywowym.

MP: Prezentując sylwetki graczy koncentrujesz się wyłącznie na mężczyznach, czy to znaczy, że ta dyscyplina jest zarezerwowana wyłącznie dla nich. Czy na poziomie zaawansowanych graczy nie ma kobiet?
B: Są. Ale jest ich bardzo mało. Dywizje żeńskie dopiero się rozkręcają. Na wystawie w Y.G. nie ma portretów i sal dziewczyn, znajdą się w albumie.
MP: Ciekawi mnie Twoja relacja z graczami przy realizacji tego projektu. Jak wyglądała współpraca z nimi przy realizacji projektu?
B: Bardzo dobrze, byli zaskoczeni że ktoś marnuje swój czas i pieniądze na jakieś dziwaczne zdjęcia. Ale wszyscy mieliśmy niezłą zabawę przy tym szczególnie podczas naświetlania sal treningowych, przebywanie w ciemnościach podczas kilkudziesięciu błysków wyzwalał w graczach rożne reakcje.
Docieranie do e-sportowców to 90% czasu jaki spędziłem nad tym projektem. Jedni mnie wyśmiewali inni mówili, że to świetne, sam się dziwie swojej cierpliwości. Z większością graczy mam stały kontakt, chodzimy na spacery i do kina, serio.
MP: Mam wewnętrzną wątpliwość z zaklasyfikowaniem gier sieciowych do formuły sportu. Sport odbieramy jednoznacznie, jako elementem fizyczności i związanej z nią rywalizacji. Oczywiście mówię tutaj o klasycznym kanonie sportu. Jak myślisz skąd potrzeba takiej klasyfikacji w wypadku gier komputerowych? Oczywiście to skrajne porównanie, ale przecież organizowane są zawody czy turnieje, np.: barmanów czy tancerzy, ale raczej nikt ich nie nazywa sportowcami.
B: Od początku nie miałem wątpliwości czy jest to sport czy też rozrywka. To sport. Większość elementów przypisanych do klasycznego definiowania sportu występuje w e-sporcie. Polecam duży turniej, spacer i obserwacja powinna zrobić rewolucje w głowie. Emocje są wielkie, rywalizują i duch walki widoczne, trofea lśnią.

MP: W twoich wcześniejszych pracach zwraca uwagę zamiłowanie do przestrzeni, zwłaszcza miejskiej oraz wnętrz i przedmiotów. Później zacząłeś kierować obiektyw w stronę człowieka. Koncertujesz się na portrecie oraz szerszym kontekście rozwoju kulturowego i społecznego życia człowieka. Co spowodowało, że zmieniłeś to spojrzenie? Czy może jest to element świadomej artystycznej ewolucji?
B: Wcześniej byłem bardziej skoncentrowany na sobie.
MP: Czy w Twoim przypadku przy wyborze tematu, który wydaje się interesujące i mógłbyś się nim zająć, decyduje intuicja i spontaniczne działanie czy jest raczej elementem stopniowego dojrzewania i wewnętrznej analizy? Skąd czerpiesz inspirację do swoich prac?
B: Jak się zmuszę do zastanowienia nad tym pytaniem, skąd biorę inspirację to strzałka wskazuje na literaturę. Od cyberpunkowych powieści po literaturę faktu. Połączenie książki z intuicją na razie mnie nie zawodzi.
MP: Bardzo nas zainteresował zrealizowany obecnie z Marceliną Gunią projekt „Samica”: Dokumentacja z wyprawy poszukującej Samicy, odpowiedzialnej za zaśmiecanie lasów. Jest to wielowątkowy projekt składający się z fotografii, wideo i obiektów. Możesz opowiedzieć nam coś więcej o intencji powstania tego cyklu oraz o współpracy z Marceliną przy jego realizacji?
B: To taki projekt z bezsilności. Wiadomo nie od dziś, że polskie lasy obrośnięte są śmieciami. Pomyśleliśmy, że jeśli to niemożliwe by człowiek to generował i porzucał, musi to być jakiś potwór co rodzi śmieci. Projekt to dokumentacja z wyprawy mającej potwierdzić istnienie mitycznej Samicy, Matki Wszystkich Śmieci. Efekt poszukiwań zaprezentowany został w CSW w Toruniu podczas wystawy 'Lucim żyje!'. Kolaboracja z Marceliną Gunią wynika z podobnej wrażliwości i zbliżonych pomysłów na realizacje.
MP: Współtworzysz projekt „Ikoon collective”, który zrzesza artystów z różnych dziedzin sztuki współczesnej. Możesz nam opowiedzieć o swoim udziale w tej grupie oraz o założeniach, jakie towarzyszą tej inicjatywie.
B: Grupa Ikoon od 2008 roku nie jest aktywna. Spotkaliśmy się na studiach i tak to się zaczęło. Najsprawniej będzie zajrzeć na www.ikoon.art.pl
MP: Dostępność do technologii cyfrowej jest obecnie podstawowym narzędziem do dokumentowania świata. Wbrew panującej opinii uważam, że fotografia cyfrowa jest znacznie trudniejsza od analogowej. Ty jesteś jak wiem, wierny tradycyjnej kliszy i to w wydaniu wielkoformatowym. Interesuje mnie jak wykonujesz swoje zdjęcia oraz odbitki. Sam wywołujesz negatywy i odbijasz printy a etapie pracy w ciemni? Ciekawi mnie jak wygląda proces technologiczny twoich prac.
B: Swoje projekty wykonuje aparatem 4x5 cala, najczęściej na slajdach. Postprodukcja jest hybrydowa, slajd wołam w zaufanym miejscu, skan własny, komputer własny, printy w zaufanym miejscu. Praca aparatem 4x5 daje mi jakość obrazu, ważne też jest dla mnie to jak mnie ten aparat ogranicza, ile koncentracji wymusza. Edytuje kilka lub kilkanaście fotografii a nie setki jak to bywa z rejestracją cyfrą. Uczy mnie to patrzeć. Ważnym elementem jest też przypadek, błąd, którego nie kontroluje ze względu na specyfikę analogu. Myślę że możliwości PS są zgubne dla miodności fotografii, retusz, manipulacja eliminują feler a tu o niego często jest cała gra. Dlatego analog.
MP: Jak oceniasz współczesną fotografie polską, z jakim jej nurtem byś się utożsamiał? Jacy polscy fotografowie i ich stylistyka zwraca twoja szczególną uwagę?
B: Za mało jest współczesnej polskiej fotografii by ją oceniać. Wystarczy wpisać adres jakiegokolwiek poważanego tytułu, wybrać informację o wystawach i okazuję się że nie istniejemy.
Szkoły artystyczne kształcą na solistów ale rynek pod to nie istnieje, nie wychodzą albumy, brakuje debiutów, galerii fotografii o skutecznej praktyce rynkowej. Kondycja polskiej fotografii to nie tylko fotografowie, ale teoretycy, książki, wydarzenia, rynek, edukacja. O fotografii w prasie prawie wcale się nie pisze, o festiwalach także.
A z drugiej strony polska fotografia powiela globalne trendy, przetwarza z lekkim opóźnieniem to co powstaje na zewnątrz, jesteśmy w nurcie globalnym, bez własnego stylu.
MP: Nad czym aktualnie pracujesz i kiedy można będzie zobaczyć tego efekty?
B: Do końca roku pracuję nad 'e-słodowym', trzecią odsłoną związaną z e-sportem. 'E-słodowy' to kilkanaście fotografii dokumentujących i rekonstruujących przedmioty jakie gracze wykonują by usprawnić sobie granie. Są to prowizoryczne, doraźne rozwiązania, kontrastujące pod względem wykonania z komputerem i fabrycznym osprzętem.
Równocześnie rozpoczynam z Marceliną zdjęcia do projektu 'Konstruktorzy - dzień sądu', realizacja dotyczy środowiska zajmującego się konstruowaniem robotów.
MP: Co sprawiło, że ostatnio się śmiałeś?
B: Zabiłeś mnie tym pytaniem...
Bownik (1977) mieszka i pracuje w Warszawie. Studiował filozofię na UMCS w Lublinie i fotografię na wydziale Komunikacji Multimedialnej ASP w Poznaniu. Jest członkiem kolektywu artystów IKOON, był kuratorem galerii Teren Osobny mieszczącej się w starym, nieczynnym już, carskim więzieniu, gdzie organizował Międzynarodowe Spotkanie Artystów INTERWENCJE. Był jednym z kuratorów IV Biennale Fotografii w Poznaniu zatytułowanego Polowanie na Przedmioty.
Obecnie zajmuje się projektami fotograficznymi, współpracuje też w niektórych projektach artystycznych z Marceliną Gunią.
W 2008 roku był stypendystą Ministra Kultury.
Więcej informacji na temat BOWNIKA można znaleźć na jego stronie internetowej: www.bownik.eu
| |
Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie. |
