FRAUKE THIELKING
15.09.2009 FRAUKE THIELKING w wywiadzie z Modern Photo:
MP: Nic nie przychodzi nagle. Potrzeba fotografowania nie rodzi się z dnia na dzień. Co spowodowało, że poświęciłaś się fotografii i wybrałaś akurat to medium, jako sposób swojego wyrazu?
FT: Tuż po powrocie z Londynu, miałam wtedy 19 lat, podjęłam decyzję, że chcę studiować pedagogikę i język angielski. Były to kierunki, które najbardziej mnie interesowały w kontekście mojego ówczesnego spojrzenia na moja przyszłość. Myślałam bardzo poważnie o zawodzie nauczyciela. Trafiłam wówczas, całkiem przypadkowo na organizowane w Uniwersytecie w Bielefeld weekendowe seminarium poświęcone fotografii. Było to coś w rodzaju „Pierwsze kroki w fotografowaniu” skierowane dla zupełnych laików. Pomyślałam wtedy: „Cóż, a może zacząć studiować fotografię?” I kierowana tym impulsem zaniosłam swoje portfolio na wydział fotografiki na Uniwersytecie w Bielefeld. Podczas podróży po Tajlandii dostałam list potwierdzający moje przyjęcie na Uniwersytet w Dortmund na semestr zimowy 2000.
Niestety nie potrafię rysować – moje rysunki są bardzo infantylne i często marzę o tym, że potrafię dobrze to robić. Precyzyjnie i przede wszystkim szybko przedstawiać moje spojrzenie na otaczający mnie świat. Z braku tych zdolności pojawiła się fotografia, która stała się środkiem wyrazu moich idei. Czasami marzę o kimś, kto potrafiłby transformować moje wizje i idee w obrazy albo w cokolwiek innego. Byłoby to niesamowite.
MP: Studiowałaś w pedagogikę i fotografię. Jaki wpływ miała dla ciebie ta edukacja i z perspektywy czasu czy uważasz, że była dla ciebie ważna?
FT: Przede wszystkim nauka na moim uniwersytecie umożliwiła mi kontakt z wieloma bardzo twórczymi ludźmi. Pod tym kontem to niesamowite i wyjątkowo stymulujące doświadczenie, jakie niosą ze sobą tego rodzaju studia przez codzienny kontakt z kreatywnymi osobami. Bardzo rozwojowe. Oczywiście miałam również wyjątkowych profesorów mi; Cindy Gates, Heiner Schmitz, Gerald Koeniger, dzięki którym nauczyłam się tak wiele i myślę, że do dzisiaj we mnie wierzą - co jest dla mnie bardzo budujące.
MP: Są pewne procesy społeczne, które toczą się na całym świecie i są w pewnym sensie uniwersalne dla każdej rozwiniętej kultury. W sensie globalnego przekazu fotografia traci swoją rolę informacyjną i opiniotwórczą na rzecz innych mediów. Głównie telewizji. Oczywiście twoje zdjęcia również dotykają tematów społecznych, roli jednostki, jej tożsamości i miejsca w społeczeństwie, ale są ukierunkowane bardziej w kierunku fotografii konceptualnej, która niesie ze sobą inna intencję i przekaz. Bardziej ukryty i wyrafinowany. Jak chcesz żeby ludzie obierali twoje zdjęcia i jaki globalny przekaz chcesz zawrzeć w swoich pracach?
FT: Istnieje wiele możliwości odczytywania moich fotografii, ale nie wynika to z ich wieloznaczności. Myślę, że odbiór moich zdjęć jest raczej uzależniony od świadomości i wiedzy oglądającego oraz „soczewek”, przez jakie na nie patrzy. Naturalnie, kiedy widzę coś, co przyciągnęło moją uwagę, staram się to sfotografować. Chwytając jakąś ideę lub temat dla moich zdjęć staram się wybrać odpowiedni moment, aby uchwycić go swoim własnym spojrzeniem. Chociaż zdecydowana większość z moich fotografii jest inscenizowana to bliskie mi są również spontaniczne i intuicyjne zdjęcia.
MP: W twoich zdjęciach zwraca uwagą umiłowanie porządku, ale i pewnego dystansu. Twoje cykle zdjęć o tematyce typowo społecznej sugerują upodobanie do normalności i bezpieczeństwa. Treść tych zdjęć zawiera obok merytorycznego również element estetyczny. Zarówno w kompozycji jak i w walorze kolorystycznym, dość stonowanym. Ale mogą być one odczytywane zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie. O ile emocje są zarezerwowane dla subiektywnego odbioru to warstwa intelektualna jednoznacznie niesie ze sobą potrzebę zerwania konwencji i potrzebę wewnętrznego wyzwolenia.
FT: Tak, to prawda!
MP: Pomimo używania analogowego sprzętu koncentrujesz się w plastyce swoich zdjęć głównie na fotografii kolorowej. Skąd ta niechęć do tradycyjnego obrazu czarno-białego? Wynika to z koncepcji i stylistyki tematów, które poruszasz czy jest jakiś inny powód?
FT: Nie mam niechęci do czarno białej fotografii, czego wyrazem jest cykl „Doubles”. Dla mnie czarno-biała fotografia jest w pewnym sensie abstrakcyjna. Redukując kolor jednocześnie podkreśla się główny temat.
Lubię kolorową fotografię, ponieważ bawi mnie praca i gra z kolorem. Porównałabym to z tworzeniem czy pracą nad modą. Lubię żonglować kształtem i formą - łączyć je ze sobą. Czasami w sposób bardzo ozdobny.
MP: Ważnym symbolem w twoich zdjęciach jest element drogi. Na wielu twoich zdjęciach pojawiają się w formie przejść dla pieszych, torów kolejowych czy znaków komunikacji parkingowej. Jaka rolę pełnią te znaki? Ukierunkowania, potrzeby orientacji, ciągłej podróży w nieustającej drodze naszej wewnętrznej i indywidualnej ewolucji?
FT: Myślę, że „zawsze jesteś w drodze”, na której nie ma rzeczywistego końca. Jakiegoś określonego limitu. W tej podróży czasami zatrzymujesz się lub nawet wracasz, kiedy czujesz się w niebezpieczeństwie, ale zdecydowanie większość czasu pędzisz do przodu. Czasami wolniej, czasami extremalnie szybko. Troszkę tak jak rzeka.

MP: Znaczna część twoich kadrów jest ujęta w formacie kwadratu, który bez wątpienia jest bardzo trudny i wymagający od fotografa. Chociaż stwarza wrażenie spokojnego i wyważonego to jednak niesie ze sobą element nienaturalny, który wynika z ludzkiego postrzegania optyki. Skąd upodobanie u ciebie do takiego formatu?
FT: Moje szczególne upodobanie do tego formatu wynika z tego, że moim zdanie jest on bardo wyważony. Wiele zdjęć wykonuję analogowym Hasselblad 6/6. Jest to bardzo stylowy aparat i uwielbiam prace z nim. Generalnie fotografie powstają najpierw w mojej głowie a dopiero później realnie je fotografuję. Oznacza to wiele pracy przy organizacji i mnóstwo przygotowań przed zrobieniem zdjęcia. Muszę wyszukać odpowiednią lokalizację, zorganizować postacie do moich zdjęć oraz co jest bardzo istotne, wyczekać na odpowiednią pogodę.
MP: Zastanawia mnie czy każde państwo ma jakiś swój indywidualny rys, który zaznacza się również w sztuce fotografii? Czy kraj pochodzenia artysty determinuje jego twórczość? Ciekawi mnie niemiecki sposób patrzenia na świat oczywiście w kontekście ogólnym, bo jasne jest to, że na każdego artystę należy patrzeć indywidualnie. Istnieje opinia, że fotografia niemiecka jest mało emocjonalna, posiadająca duży dystans i programowo uporządkowana. Wynikająca z potrzeby dokumentowania otoczenia, zazwyczaj betonowego, jednolitego i uporządkowanego. Jak w tym kontekście podsumujesz ogólnie fotografię niemiecką i jakich niemieckich twórców cenisz najbardziej?
FT: Fotografia ma kilka warstw. Tę oficjalną, a pod nią następną i następną. Chociaż Niemiecka fotografia jest postrzegana, jako bardzo uporządkowana to moim zdaniem wynika to z uprzedzenia. Osobiście lubię łamać zasady w poszukiwaniu nowych środków wyrazu. Bardzo cenię fotografie, które na pierwszy rzut oka wydają się śmiesznie i niepoważne a „między słowami” skrywają głębszy sens. Uważam, że nie powinno koncentrować się na pochodzeniu artysty. To absolutnie nieważne skąd pochodzisz.
Jest wielu niemiecki fotografików, których lubię: Jan von Holleben lub Ivo Mayr, którzy tworzą bardzo „igrające fotografie”. André Rival jest również bardzo zabawny. Podobają mi się również zdjęcia Christopha Bangerta, który studiował razem ze mną w Dortmund. Jest naprawdę rewelacyjny! Jego zdjęcia nie są wcale uporządkowane i emitują sobą bardzo dużo energii, odwagi oraz mnóstwo entuzjazmu. Ostatnio zrobiłam wyjątkowo „uduchowioną sesję” z moją przyjaciółką - Elisabeth Ajtay. Powinieneś zwrócić uwagę na młodych fotografów. Mają wiele interesujących wizji.

MP: W cyklu „Generationen” można odczuć pewien wizualny klucz, który towarzyszy wszystkim zdjęciom z serii. Oczywiście mam tu na myśli nie tylko wspólne dla wszystkich zdjęć z serii kadrowanie i tło, ale coś więcej. Nie są to pozbawione tożsamości, bezosobowe portrety, ale raczej próba wydobycia indywidualności, które jest przecież względne. Jaka jest idea powstania tych prac?
FT: Jest taki pewien rodzaj uczucia, dzięki któremu masz wrażenie, że jesteś do kogoś podobny. Głównym tematem tego cyklu jest „Rodzina”, ale rozumiana w znaczeniu wielopoziomowym. Przy tworzeniu tego cyklu towarzyszyło mi pytanie. Jak to jest, że czasami czujesz się podobny do kogoś i w jakimś sensie czujesz się związany z kimś, nawet, jeśli wcale go nie znasz?
MP: Nawiązując jeszcze, do „Generationen” gdzie w moim odczuciu w dość surowy i oszczędny sposób przedstawiasz portrety pokoleniowe. Czym kierowałaś się przy wyborze swoich modeli do tego cyklu i jak wyglądała praca z nimi?
FT: Wszyscy ludzie przedstawieni na zdjęciach są w pewnym sensie przyjaciółmi, a troje z nich nie należy do jednej „biologicznej rodziny”. Było całkiem zabawnie fotografować ich i obserwować jak niektórzy z nich okazywali sobie prawdziwą bliskość a inni wcale. To tak jak w codziennym życiu. Można to dobrze ująć przez pewne stare przyłowie: „Oczy są zwierciadłem duszy”.

MP: Jaka jest współczesna rola fotografii artystycznej, jako środka przedstawiającego indywidualną wizję artysty na temat prawdy o człowieku, jego wartościach, które są fundamentem rozwoju kultury a co za tym idzie ogólnie społeczeństwa? I jak postrzegasz w tym kontekście swoją sztukę?
FT: Każdy człowiek jest wyjątkowy i wartościowy i powinien mieć tego świadomość. Ogólnie życie niesie z sobą również wiele nieprzyjemnych i smutnych przeżyć, co powoduje, że potrzebujemy wiele energii, aby walczyć z tego rodzaju negatywnymi doświadczeniami. Wywieranie i wpływ zbyt wielkiej presji nigdy nie jest dobre dla człowieka i dla tego wierze w dobro. Jest tu mi bliskie myślenie, jakie prezentuje J.J. Rousseau. Chociaż niewątpliwie jest to bardzo trudne. Kiedy ktoś cię zrani, troszeczkę ciebie umiera, ale również może to uczynić cię mocniejszym. Trzeba wierzyć w siebie i w życie oraz w to, że zdarzą się również dobre rzeczy w twoim życiu. Dzięki Bogu, znowu w to wierzę!
Staram się robić zdjęcia, które będą w pewnym sensie są uniwersalne dla odbiorcy. W taki sposób, że pozwolą każdemu się z nimi identyfikować. Tolerancja, sprawiedliwość, miłość oraz życie ogólnie są to bardzo ważne dla mnie zagadnienia. Lubię różnorodność, międzynarodowość i bycie w towarzystwie osób, które są uczciwe.
MP: Myślę, że poruszasz bardzo aktualne i współczesne tematy. Stosunkowo łatwo jest przecież robić fotografie, które nie zadają pytań, przez co pewnie trafiają do nas prosto i bezpośrednio, ale też bezrefleksyjnie. Twoje prace są bardziej wyrafinowane w odbiorze, ale też niedostępne wprost dla widza. Czy bliskie jest ci poszukiwanie indywidualnej tożsamości i wzbudzanie podobnych refleksji w odbiorcach twoich zdjęć?
FT: Dla mnie to bardzo miłe, kiedy ludzie widząc moje prace mówią: „Twoje zdjęcia dotknęły mnie w pewien sposób”. Tworzy się wtedy taki wewnętrzny dialog pomiędzy widzem a dziełem. Dostajesz to, co widzisz, wszystko zależy od wiedzy oglądającego jak sądzę.

MP: W cyklu, „Bababobo” ale ten element jest też widoczny w innych twoich pracach przedstawiasz człowieka, jako jednostkę uwikłaną i zagubioną. Czuć w nich wyraźny element samotności.
FT: Uważam, że to całkiem naturalne, że czasami człowiek czuje się samotny. Oczywiście wynika to również z naszych dotychczasowych doświadczeń życiowych. Przecież ludzie potrafią być okrutni i krzywdzący dla innych. Dobrze mieć przyjaciół wokół siebie, którym można zaufać. Ktoś kiedyś powiedział: “Ein Freund ist einer, der die Melodie in deinem Herzen kennt. Und sie dir vorspielt, wenn du sie selber vergessen hast.“ Przeczytałam to w książce niemieckiego komika Eckart‘a von Hirschhausen’a. Myślę, że można to przetłumaczyć w ten sposób: „ Przyjaciel to ktoś, kto zna rytm twojego serca i twojej duszy. I gra go dla ciebie wtedy, gdy ty go zapomniałeś“.
MP: Odkrywam w twoich zdjęcia pewien aspekt czasu. Czasu rozumianego przez jednostkową czy indywidualną obecność i stosunek do życia. Czasu w jego podstawowej formie; wczoraj, dziś i jutro. Nie znajduję w twoich zdjęciach aspektu stabilizacji i akceptacji tylko ciągłą przemianę, ale nienastawionego na hedonizm czy rozpamiętywanie „tej starej dobrej przeszłości” tylko raczej nastawioną na ciągłe poszukiwanie. Niesie to ze sobą pewien niepokój, ale też jest źródłem rozwoju.
FT: O co pytasz? Ach tak, rozumiem, co masz na myśli. Czas jest iluzją?
MP: Sądzę, że to naturalne, że każdy fotograf próbował w życiu różnych gatunków fotografii. Ciągle się rozwijamy i zmieniamy swoje zainteresowania pod wpływem różnych doświadczeń. Oczywiście najistotniejsze jest zastanowić się, co chcemy wyrazić poprzez swoje zdjęcia i spróbować uświadomić sobie, dlaczego w ogóle je robimy. Ciekawi nas jak wyglądała twoje ewolucja fotograficzna i kiedy postanowiłaś przedstawiać tematy, które aktualnie obecne są w Twojej pracy i czy już wiesz, dokąd cię doprowadzą?
FT: Aktualnie bliskie mi są tematy egzystencjalne w kontekście myślenia o harmonii i równowagi w życiu. Takie myślenie utrzymane w duchu „Kantowskim”, które zadaje tak uniwersalne pytania, jak: Co to jest życie i co chcesz z nim zrobić? Poza tym zwróciłam uwagę na wiele różnorodnych systemów filozoficznych czy religijnych i to, że kieruję się w daną stronę czasami pojawia się bardzo intuicyjnie.

MP: Twoje zdjęcia z Pekinu i Shaghaju, na których przedstawiasz portrety grupowe są utrzymane w tej samej konwekcji, nazwałbym ją przewrotnie „korporacyjną”. Czy ciężko było zrobić ten temat i jak wyglądała praca przy nim? I ciekawi mnie czy łatwo było namówić te grupy społeczne na zdjęcia?
FT: Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Chin bardzo zaskoczyły mnie ubrania przeciętnych chińczyków, zwłaszcza ich uniformy. Wydały mi się wtedy niezwykle surrealistyczne i bardzo chciałam je przymierzyć. Pamiętam niesamowite zdjęcie, które zrobiłam Indra’s Hohns, która również była w Chinach. Narodził się wtedy pomysł na całą serię i kiedy opowiedziałam o tym chińskim studentom pomogli mi w skontaktowaniu się z odpowiednimi ludźmi i zorganizowaniu stosownych zezwoleń. Miałam specjalny list polecający z Uniwersytetu Tsinghai.
Praca rozpoczęła się od znalezienia lokalizacji i odpowiednich plenerów. Następnie szukanie uniformów, które mi się podobały i zebrania grupy studentów, którzy zgodzili się wziąć udział w projekcie. Później była to już tylko kwestia czasu. Przebrać się w uniformy, znaleźć interesującą perspektywę i stanąć w grupie razem ze chińskimi studentami. Bardzo dziękuje tutaj moim przyjaciołom; Benowi, Masach i Elke. Pozostało tylko „naciśnięcie guzika” i zdjęcie było gotowe. Nic trudnego! Tak naprawdę, było to bardzo zabawne doświadczenie i jestem bardzo wdzięczna wszystkim za współpracę.
Przy okazji tego pobytu w Chinach zrobiłam również serię zdjęć ludzi, którzy nazywali się Zhang Hong. Zainteresował mnie pewien aspekt tożsamości związany ze spotkaniem ludzi, którzy nazywają się tak samo jak ty.
MP: Wszystko, co fotografujemy można odnieść do czegoś, co zostało już stworzone. Ty kreujesz świat poprzez inscenizację, tworzysz i odkrywasz go przed widzem. A jakie znaczenie ma odkrywania go dla siebie samej?
FT: Nigdy nie wiadomo, co odkryjesz przed sobą, ale jestem tego bardzo ciekawa. Na szczęście!
MP: Bardzo cenne i wyjątkowe jest obcowanie z otaczającym nas światem poprzez aparat fotograficzny. Jaka jest według ciebie największa wartość fotografii i w czym tkwi, twoim zdaniem tajemnica dobrego zdjęcia?
FT: Zdjęcie powinno przekazywać prosty przekaz: „Hej, spójrz na mnie!“
MP: W cyklu zdjęć „New Order” dostrzegam dużą dawkę ironii. Na chcesz zwrócić uwagę widza poprzez te fotografie?
FT: Zycie jest absurdem i to czasami bardzo śmiesznym. Ale „ zawsze patrz na jasną stronę życia“ (Monty Python)

MP: W twoich fotografiach trudno znaleźć ślad przypadku czy improwizacji. Twoje zdjęcia są bardzo przemyślane i perfekcyjnie wykonane. Ciekawi nas jak pracujesz? Jak wygląda etap przygotowań i właściwej realizacji?
FT: Inspiruję się czymś, myślę o tym, a później przekładam moje myśli w obraz. Przygotowania są bardziej skomplikowane niż sama realizacja.
MP: Człowiek ze wszystkich zmysłów, którymi odbiera świat najbardziej uległy jest obrazowi i to on najsilniej na niego wpływa. Uważam, że u każdego człowieka na pewnym poziomie jego rozwoju wyłącznie relacje z innym człowiekiem i mam tu na myśli kontakt bezpośredni i dialog jest w stanie go rozwinąć, popchnąć dalej. W twoich pracach istotniejsza mam wrażenie jest relacja postaci do przestrzeni niż relacji postaci między sobą.
FT: To prawda.
MP: Przez oszczędność w formie i kompozycji bardzo dużo pozostawiasz do interpretacji widzom, twoje fotografie a zwłaszcza ich czytanie zmusza do zajrzenia w siebie, tam szukania odpowiedzi. Mam wrażenie, że tworzysz coś w rodzaju lustra, w którym odbijasz społeczne role i zachowania. Czy to znaczy, że masz jakąś wizję tego, jaka ta społeczność powinna być? Czy raczej uwrażliwiasz jednostkę na aspekt pewnych zagrożeń i chcesz ja zmusić przez autorefleksję do działania? Jeżeli tak to, jakiego?
FT: Byłoby bardzo dobrze gdyby ludzie byli dobrzy i sympatyczni dla siebie. Wierzę w dobro.
MP: Czy zajmujesz się fotografia komercyjną i jeżeli tak to, w jakim jej zakresie?
FT: Niestety ciągle zbyt mało. Ostatnio, „Brigitte Woman“ (niemieckie czasopismo) zaproponowało mi do zrobienia sesję na temat: „Radość Życia“ - hahaha! A co dla mnie najśmieszniejsze to fakt, że jestem bardzo szczęśliwa w tym momencie mojego życia. Była to bardzo przyjemna praca. Sesja odbyła się w bardzo wdzięcznym plenerze, bo w fabryce, w której wszystko było bardzo geometryczne.
MP: Nad czym aktualnie pracujesz i kiedy można będzie zobaczyć tego efekty?
FT: Mam mnóstwo tematów w głowie. I nie tylko dotyczących fotografii. To zależy od czasu i pieniędzy, które umożliwią mi ich realizację. Ale staram się je wszystkie zapisać.
MP: Co sprawiło, że ostatnio się śmiałaś?
FT: Bawi mnie mnóstwo rzeczy, za, wiele aby wszystko opisać! Spokojnie mogłabym napisać o tym książkę lub zrobić na ten temat mnóstwo zdjęć czy wizualizacji.
Frauke Thielking - Niemiecka artystka, studiowała pedagogikę i fotografię. Ukończyła studia w zakresie fotografii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Dortmundzie. Głównym obszarem jej zainteresowań fotograficznych są procesy ludzkiego ukierunkowania i wkraczanie w nowe przestrzenie życiowe. Jak sama autorka mówi: 'My, ludzie, musimy działać i decydować, jak chcemy ukształtować nasze życie. Ukierunkowanie życia to proces, któremu jesteśmy stale poddawani. Życie jest ciągłym rozwojem, zmianą i adaptacją'. Pracuje jako wolny strzelec dla kilku magazynów i ma wiele wystaw w Niemczech i zagranicą.
Więcej prac Frauke Thielking można obejrzeć na jej stronie internetowej: www.frauking.de
Dziękujemy Monice Woźnej za wkład w tłumaczenie tekstu.
| |
Pełna lista wszystkich wywiadów dodanych w serwisie. |
